Kejti's Factory - Opowiadanie




"Nie chcesz tego wiedzieć"

4. Moment chwały


Copyright ©   Kejti - Katarzyna Kwiecińska


Skrupulatny długo wpatrywał się w kolumny zapisane drobnymi, okrągłymi cyframi stawianymi przez jego brata i porównywał je z rachunkami i umowami. Może Bohater zajmował się zupełnie niepoważną profesją, ale jednak nie można było mu zarzuć, że nie podchodził poważnie do sprawy swoich finansów.
- Obiecywałem, że ci z tym pomogę, ale przerasta to moje możliwości – wyznał w końcu pocierając palcami brodę. – Podatki to nie moja specjalność. Nie chcę czegoś schrzanić. Przy takich dochodach, pomyłka może słono kosztować.
Bohater milczał. Patrzył tylko na niego, a jego ogromne oczy robiły się coraz smutniejsze. Skrupulatny nie raz zastanawiał się, czy brat specjalnie wykorzystuje spojrzenie, by manipulować ludźmi, czy po prostu w żaden sposób nie potrafi ukryć emocji. Rozwiązanie tej zagadki nie było jednak potrzebne. Co by to nie było, nie podobało się Skrupulatnemu, zwłaszcza, że na niego działało. Teraz czuł się winny, że nie został księgowym.
- Myślę, że powinieneś rozejrzeć się za dobrym doradcą finansowym – stwierdził.

- Nocny, chcą nas zaprosić do programu telewizyjnego. – Jedyna wciąż była bardzo podekscytowana, choć, żeby przekazać mu tę wiadomość, musiała czekać cały dzień.
- Jakich nas?
- No, Wagabundę.
- Ale przecież zespołu już nie ma.
Trochę się w ich życiu zmieniło. Zespół faktycznie przestał istnieć, a Jedyna zamieszkała z Nocnym. To znów chyba nie była miłość, w każdym razie z jej strony. Ale Nocny był miłym kolesiem, wrażliwym i utalentowanym. Mogło jej być przy nim dobrze i razem też mogli sięgnąć po sławę.
- Kurcze, Nocny. Wykaż trochę entuzjazmu. Przecież masz różnych kupli. Zbierzemy nowy zespół.

- Czy was zupełnie pogięło?!
Uśmiechy zamarły na twarzach chłopców z zespołu.
- Ale o co chodzi? – Druh próbował udawać głupiego.
- O co?! – Wracający mało nie wyszedł z siebie. - Mieliście wczoraj nagrywać! Studio stało przygotowane! Ludzie na was czekali!
- Byliśmy zmęczeni – stwierdził Zręczny.
- Zmęczeni?! Ludzie, to nie jest zabawa! Wy tu pracujecie!
Nie znaleźli na to odpowiedzi. Zakłopotani spuścili głowy.
- A gdzie jest Bohater?!
Wzruszyli ramionami. Nie było po co mówić, że on zawsze się spóźnia, sami też się spóźnili i to o cały dzień.

Znowu spotkali się w kawiarni. Powoli stawało się to ich zwyczajem.
- Zastanawiam się, czy nie odwołać tego telewizyjnego występu – powiedziała Jedyna cicho. Wyglądała naprawdę źle. Miała podpuchnięte, zaczerwienione oczy i taki sam nos. Makijaż nie dał rady tego zatuszować. Musiała przepłakać całą noc.
- Dlaczego? – zdziwił się Bohater. – Po czymś takim sprzedaż waszej płyt znacząco wzrośnie.
Wagabunda w końcu wydała singla. Według Jedynej stanowczo zbyt późno. Przecież nie byli już nawet prawdziwym zespołem, a grupą skrzykniętych naprędce ludzi.
- Nie wiem, czy będę w stanie zaśpiewać.
Zamilkła na moment. Bohater też milczał. Czekał, aż sama zdobędzie się, by wyznać, co ją trapi.
- Wczoraj dzwoniła do mnie siostra. Mój ojciec nie żyje. Miał atak serca...
- Przykro mi...
- A ja zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. On marzył, żeby kiedyś móc zajmować się tylko muzyką. Nie udało mu się. Choć… On zawsze tylko marzył. Nie próbował, jak ja. Ale to się chyba nie może udać. – W oczach Jedynej stanęły łzy. - Ja... Nabrałam się. Uwierzyłam w jego sny... I nie byłam tam, gdzie powinnam. Goniłam marzenia, a teraz już go nie zobaczę. – Jaki by jej ojciec nie był, to przecież go kochała i wiedziała, że on kochał ją.
- Sny się spełniają – zapewnił Bohater cicho. – Moje się spełniły, więc twoje też mogą. Potrafisz przecież więcej, niż ja...
- Ale...
- Twój ojciec chciał, żebyś śpiewała? – Bohater wyczuł, że powinien nieco zmienić temat, bo jego argumenty teraz do niej nie dotrą. Musiał sprawić, żeby sama znalazła właściwe rozwiązanie.
- Oczywiście. On sam pięknie śpiewał. – Łzy popłynęły po policzku Jedynej. – Grał na skrzypcach i na akordeonie...
- Więc pewnie by się ucieszył, gdyby zobaczył cię w telewizji.
- Ale już nie zobaczy. – Uniosła rękę. Szybkim ruchem wytarła policzek rozmazując makijaż. – Powinnam wystąpić dla niego, prawda? Nie wolno mi się tak łatwo poddawać.
- Dokładnie. – Bohater uśmiechnął się smutno. Doskonale wiedział, co czuła. Współczuł jej, ale też trochę zazdrościł. Jego ojciec nie zdążył zrozumieć, co dla niego znaczy świat muzyki.

- Hej. – Uśmiechnął się do matki, po czym przywitał ją pocałunkiem w policzek.
Szanowana przyjrzała się targanej przez niego torbie.
- Witaj synku. Znowu przyniosłeś mi pranie?
- Nie ogarniam tego. Brakuje mi czasu – przyznał. Od niedawna mieszkał w małym, wynajętym mieszkanku. Gwieździe nie wypadało mieszkać z matką, ale były sprawy, z którymi by sobie bez niej nie poradził.
- I pewnie coś byś zjadł? – spytała ze śmiechem.
- Oczywiście. – Propozycja posiłku spowodowała, że radośnie wyszczerzył zęby.
- Zanieś pranie do łazienki.
Posłuchał matki. Ona poszła do kuchni. Po chwili przyszedł tam do niej. Usiadł przy drewnianym stole.
- Co słychać? Widziałem, że znowu znikła skrzynka na listy.
- A tak, ciągle ją zabierają - powiedziała Szanowana odwracając się od kuchenki. – Fani chcą mieć pamiątkę z twoim nazwiskiem. Byłoby to nawet miłe, gdyby nie było tak kłopotliwe.
- Nadal odpisujesz na ich listy?
- Czasem. – Zaśmiała się. – Na te, które przyjdą. Pewnie niektóre giną, skoro ciągle nie mamy skrzynki.
On też się roześmiał. Świat oszalał, ale w ciepłej kuchni matki Bohater wciąż był zwykłym chłopakiem. Bo przecież naprawdę nim był, może tylko nieco lepiej ubranym, z większymi aspiracjami i bardziej szalonymi marzeniami.
- A wiesz, ostatnio zaprosiłam nawet na kawę grupkę młodych ludzi, którzy chcieli się czegoś o tobie dowiedzieć – mówiąc to, lekko się zarumieniła. – Byli bardzo mili.
- Jesteś kochana. Co ja bym bez ciebie zrobił?

- Mówiłem wam, nie powinniśmy brać w tym udziału! – krzyczał Nocny po zakończeniu wielkiej gali Cała Doba Muzyki.
Koledzy patrzyli na niego tępo. Byli zmęczeni, chcieli odpocząć i o wszystkim zapomnieć. Ich występ stanowił porażkę i zdawali sobie z tego sprawę. Nie umieli współpracować na scenie.
Praktycznie dla wszystkich początkujących zespołów, które grały przed nimi i po nich występ na gali skończył się kontraktem płytowym. A przecież na to liczyli. Tylko Nocny uważał, że nie są jeszcze dość dobrzy, że jeszcze nie przećwiczyli, jak im wychodzi granie z Jedyną jako wokalistą, a nie pianistką. To, że miał rację, wcale nie poprawiało mu teraz nastroju. Dlatego zatrzasnął się w garderobie. Nie chciał nikogo oglądać.
- Nocny, nie wygłupiaj się. – Słowa Jedynej do niego nie docierały.

Bohater kupował już nie tylko gazety poświęcone muzyce rozrywkowej, ale też te plotkarskie. Śledził co pisano o nim i Momencie Chwały. Lubił być zorientowany i wiedzieć, jakie panują w świecie nastroje.
„Bohater w końcu znalazł dziewczynę” – głosił ogromny nagłówek, a on nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Pod spodem było czarnobiałe zdjęcie, tak wykadrowane, że przedstawiało tylko jego i Słodką siedzących obok siebie.
Słodka była żoną Pierwszego, jego doradcy finansowego.
Mimo sugestii brata, długo zwlekał z poszukaniem kogoś takiego. Koledzy z branży muzycznej zgodnie polecali mu właśnie Jedynego. Mówili, że jest naprawdę profesjonalny i rozumie przy tym potrzeby artystów.
Kolejny koleś, który chce na mnie zarobić – tak o tym myślał Bohater, ale w końcu musiał zwrócić się do kogoś o pomoc.
To, co mówiono o Pierwszym, okazało się prawdą. Sam mógł dodać jeszcze, że ten starszy facet, był bardzo miły i otwarty. Szybko przestał być dla Bohatera tylko doradcą finansowym, ale stał się też jego powiernikiem, kimś kto służył mu wsparciem. Kimś, kto trochę zastąpił mu ojca.
Zdjęcie umieszczone w gazecie zrobiono bez jego wiedzy, na kolacji, którą jadł z Pierwszym i jego żoną. Pierwszego opisano w artykule jako ojca Słodkiej.
Większość reporterów to byli skończeni debile, dla których liczył się tylko zarobek, a nie rzetelna informacja.

Jedyna przyszła do sali prób pierwsza. Od razu spostrzegła, że od jej ostatniego pobytu w tym miejscu, coś się zmieniło. Na elektrycznym pianinie ktoś zostawił złożoną kartkę. Wzięła ją do ręki. Rozłożyła. To był list do niej!
„Hej!
Pierwszego grudnia będziemy nagrywać piosenkę w studiu 38 w Mniejszym Mieście Nadbrzeżnym, która na singlu będzie dodawana do miesięcznika Przebój. Na odwrocie masz tekst i akordy. Chciałbym, żebyś zaśpiewała drugi głos i może trochę powyła w tle w tonacji G. Jakby coś było nie tak, kontaktuj się z Druhem. On wraca na początku listopada. Ja będę później.
Trzymaj się.
Bohater”
Przez chwilę stała zupełnie nieruchomo. Czy to mogła być prawda? Miała zaśpiewać z najsławniejszym w Zimnym Kraju zespołem młodego pokolenia! To było naprawdę coś!
Ale... Czy Bohater nie mógłby jej jednak jakoś ładniej złożyć tej propozycji? Byłoby miło. Chociaż... Chyba nie mógł. Był w końcu facetem.
Dopiero po chwili zajrzała do tekstu. Spodziewała się czegoś głupawego, bo w takich piosenkach specjalizował się Moment Chwały. To co przeczytała, zaskoczyło ją jednak prawie tak samo mocno, jak propozycja. To było coś poważnego i mocnego, coś jakby stworzonego dla niej.

Ktoś zapukał do garderoby.
- Wejść! – krzyknął Bohater, choć nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Był bardzo zmęczony. Mieli za sobą kolejny koncert przed parotysięcznym tłumem.
Już poprzednia trasa, rok wcześniej, to było coś, ale dopiero teraz występowali przed widownią tak wielką, że nie dało się objąć jej wzrokiem.
Owszem, było to bardzo przyjemne i trochę nierealne. Bohater czuł się na scenie niepewnie. Z trudem ogarniał swoje jakby za długie nogi i ręce. Nie raz nie udało mu się zapanować nad głosem, czy trafić w odpowiedni akord. Ale tłumowi widać to nie przeszkadzało. Nagle pokochali ich wszyscy młodzi ludzie z Zimnego Kraju, a ich piosenki zajmowały tylko pierwsze miejsca na listach przebojów.
Grali niezłą muzykę. Tego był pewny. A sam coś niecoś potrafił jako kompozytor i tekściarz. Oczywiście byli lepsi od niego, on jednak ciągle się uczył i był przekonany, że robi postępy. Ale...
Przed kamerami nieraz nie potrafił znaleźć właściwych słów. Patrzył na reporterów z otwartymi ustami, jak głupek. Powinien być bardziej elokwentny i wyluzowany. Miał sobie wiele do zarzucenia. Nawet jego piosenki, z których przecież był dumny, byłyby gorsze, gdyby nie ich producent. Wracający krzyczał: „To wszystko kit, napiszcie coś porządnego!”. Musiał więc postarać się bardziej i naprawdę przyłożyć do pracy nad kolejnymi utworami.
Tak, nie był doskonały. Owszem, chciał być kiedyś sławnym muzykiem, wierzył, że może nim zostać, ale nie wiedział, że to wszystko pójdzie tak szybko. I... Nie pojmował też, co ludzie w nich widzieli. Ich pierwszy występ telewizyjny, na którym Miś złamał pałeczkę, był porażką. Na gali z okazji trzystulecia Miasta na Kamienistym Wybrzeżu też mogli być lepsi. A jednak od jakiegoś czasu listy przebojów należały do nich. Ich druga płyta, Współczesna Chwała, przy której nagrywaniu nikomu już nie musieli ustępować studia, sprzedawała się jeszcze lepiej, niż pierwsza.
Do garderoby wszedł starszy mężczyzna, organizator koncertu, wyglądał na zatroskanego.
- Słuchajcie chłopcy, stało się dziś coś strasznego – zaczął z emfazą.
Jeszcze przed chwilą Zręczny i Miś wygłupiali się rzucając w siebie przepoconymi koszulkami. Teraz wszyscy znieruchomieli. Zręczny nadal był półnagi, co w tej chwili wydawało się bardzo nie na miejscu.
- Był wypadek przed wejściem na koncert.
Czy to możliwe, że fani tak zacięcie walczyli o miejsca pod sceną, że ktoś wylądował w szpitalu? – pomyślał Bohater. – Co oni tam sobie zrobili? Ktoś złamał rękę, albo co gorsza nogę?
- Trzy osoby zginęły.
- Co?!
- Zastały zadeptane na śmierć.

Bohater oparł głowę o szybę busa i odwrócił się plecami do kolegów. Nie patrzył na otuloną ciemnością szosę uciekającą spod kół samochodu. Zamknął oczy. Po policzkach płynęły mu łzy. Nie wstydził się ich. Zresztą, wiedział, że skulony z tyłu Śmieszek także płakał. Jednak, nie chciał w tej chwili rzucać się w oczy. Nie chciał, żeby ktokolwiek się do niego odezwał. Pocieszenie, reprymenda, żadne słowa nie byłyby w tej chwili na miejscu i żadnych nie chciał usłyszeć.
Następnego dnia na pewno nie zagrają. Co będzie potem? Co powinno być potem?
Wszystko działo się za szybko, było zbyt wielkie, zbyt szalone. A on był wciąż tylko dzieckiem. No... może młodym mężczyzną. Ale na pewno bardzo niedoświadczonym i niemądrym.
Kiedy wyśpiewywał swoje zabawne teksty, ci młodzi ludzie, którzy jak on kochali muzykę i jak on byli wciąż jeszcze bardzo niemądrzy, już nie żyli. Gdzieś tam, ktoś dowiedział się, że stracił córkę lub syna, może brata, chłopaka, a tym czasem Śmieszek i Zręczny wygłupiali się na scenie. Śmieszek wskoczył basiście na plecy i razem się przewrócili, ale Zręczny nie przestał grać. Bohaterowi wydawało się to fajne. Sam oczywiście nigdy by się na takie ekscesy nie zdobył. Nie wyszłyby mu. Teraz jednak i ich wygłupy i jego myśli, wszystko to było przerażające i niesmaczne.
Przez ich muzykę ktoś stracił życie i w żaden sposób nie dało się tego zmienić.

- Dzwonili do mnie z Wytwórni Harmonii – zakomunikowała Jedyna.
- Skąd? – zdziwił się Nocny zaskoczony tą informacją przy drzwiach wejściowych.
- Z WH. Odkupili prawa do naszych nagrań i chcieliby, wydać naszą płytę. Rozumiesz? Całą płytę! Długą!
Mimo podniecenia Jedynej, Nocny nie wyglądał na szczególnie uradowanego. A przecież powinien się cieszyć. Parę miesięcy temu, dostali informacje, że Centralna Firma Fonograficzna byłaby zainteresowana wypuszczeniem ich kolejnych singli. Nie zamierzali nazywać się już Wagabunda. Ten zespół dwa razy się rozpadł i chyba lepiej byłoby go nie wskrzeszać po raz kolejny. Kiedy snuli plany nagrywania dla CFF chcieli posłużyć się muzykami sesyjnymi, a dokładniej, żeby było taniej, poprosić kumpli o jednorazowe wsparcie. Swój nowy zespół, a raczej duet współpracowników, nazwali JeNot. Zaszyli się w małym domku na wsi, żeby razem komponować. Jedyna rzuciła i szkołę, i pracę w teatrze. Znowu żyła z zasiłku, czasem tylko dorabiając w lokalnym domu dziecka. Ale przecież już za chwilę miało jej się powieść, miała osiągnąć sukces, porządna posada nie była jej potrzebna. Niestety w ostatniej chwili CFF wycofała się ze swojego pomysłu. Powiedzieli im to trzy dni temu. Upili się wtedy do nieprzytomności, a następnego dnia długo walczyli z kacem.
- Płyta to dla nas za dużo. – Nocny potrząsnął głową wchodząc do pokoju. Zdążył się już pozbyć kurtki i butów. – Przecież nie mamy zespołu.
- Ach... – Jedyna machnęła ręką. – Już od jakiegoś czasu go nie mamy.
- Nie damy rady zapłacić...
- Gadałam z chłopcami z Momentu Chwały – przerwała mu. – Miś i Zręczny zagrają z nami.
- Znajdą na to czas?
- Nie martw się. Znajdą. Bohater będzie trzymał za nas kciuki.

- A jakbyśmy tak spróbowali naprawdę odlecieć? – zaproponował bełkotliwym głosem Niedźwiedź.
- Ty już odlatujesz – stwierdził ze śmiechem Druh.
Nie byli trzeźwi, co zresztą często się zdarzała w ostatnich dniach. Trasa obfitowała w okazje do balowania. Nie raz trafiali na prawdziwe przyjęcia. Ale te w sumie nie były im potrzebne. Mogli pić sami w hotelowych pokojach. Potrzebowali tego. Szalony świat wirował wokół nich. Fanki i reporterzy byli wszędzie.
Najintensywniej oblegany był Bohatera. On śpiewał, on też najbardziej rzucał się w oczy. Taka sytuacja budziła zazdrość kolegów. Nieraz sarkali, że jest leniwy i gada sobie z dziennikarzami, gdy oni pakują sprzęt. Ale ktoś to musiał robić. Zresztą, sam Bohater najchętniej zamieniłby się z kolegami popularnością. To, co działo się wokół niego, stanowczo przerastało jego wyobrażenia o sławie. A jeszcze nad wszystkim wisiał cień tragedii z początku trasy, wspomnienie związanych z nią przesłuchań i konferencji prasowych. Gdyby nie pili i nie wygłupiali się, chyba musieliby zwariować.
- Ale słuchajcie, ponoć w pokoju numer 18, ktoś handluje prawdziwą trawą. Wystarczy zapukać, dać dychę i załatwione. Możemy tam pójść, kupić...
- Pomysł nie jest zły – stwierdził Zręczny wstając. – To ruszamy!
- Wszyscy?
- A co, czemu nie?
W chwilę później wypadli na korytarz i przeraźliwie tupiąc pognali ku schodom. Byli w końcu gwiazdami. Takie rzeczy, jak przestrzeganie ciszy nocnej, nie były w ich stylu.
- Hej! Stójcie! – Niedźwiedź zahamował nagle.
Bohater wpadł na niego, zatoczył się i musiał szukać podparcia w ścianie. Z niewiadomych przyczyn spowodowało to u niego wybuch śmiechu.
- Co jest? – spytał Druh.
- Pomyliłem się – stwierdził Niedźwiedź. - To miało być 81.
- Musimy iść w drugą stronę.
- W drugą stronę. Nie mogę. – Bohater wciąż się śmiał.
- A teraz to już jesteś pewny numeru?
- Tak. Jestem pewny. 81 jak nic.
- Jak nic. – Bohater klepał się ręką po udzie.
W końcu odczepili go od ściany. Znowu pognali przez hotelowe korytarze.
Kiedy zatrzymali się przed drzwiami z numerem 81, Bohater wciąż jeszcze co chwila radośnie parskał.
Niedźwiedź zapukał.
Przez chwilę nic się nie działo. Potem drzwi powoli się otworzyły i stanęła w nich starsza pani w szlafroku.
- To no jest dycha za towar – wypalił Niedźwiedź wyciągając w jej stronę rękę z pomiętymi banknotami.
Na twarzy kobiety odmalował się wyraz bezgranicznego zdziwienia.
- 81 jak nic – zawył Bohater i szarpnął kolegę za ramię sugerując tym samym, że powinni uciekać.

Siedzieli w tej samej kawiarni, co zawsze.
- „Wszystko czego trzeba” całkiem dobrze nam wyszło – powiedział nagle Bohater. Taki tytuł nosiła piosenka, którą nagrał razem z Jedyną.
- Nie powiem – zgodziła się. – Jak na coś, co ty napisałeś, było naprawdę niezłe.
- No wiesz? – Udał oburzonego.
Ona się roześmiała.
- Jeśli poprawi ci to humor, uważam, że możemy to kiedyś powtórzyć.
Uśmiechnął się promiennie.
- A co byś powiedziała, żebyśmy kiedyś zostali duetem?
- Czemu dopiero kiedyś? I, nie, chyba dziękuję. – Jedyna potrząsnęła głową. – Ile razy mam ci powtórzyć, że nie lubię twojego stylu?
- Nie teraz, bo teraz mam zobowiązanie wobec kolegów – powiedział zupełnie niezrażony. - Ale... Kto wie, co będzie kiedyś. To mógłby być inny projekt i... Moglibyśmy śpiewać w języku Ważnej Wyspy. Podróżowalibyśmy po całych kontynentach Pierwszym i Drugim.
- A co z twoim stylem?
- Jakoś byśmy się dogadali. Gralibyśmy trochę twojej muzyki, trochę mojej.
Jedyna nagle spoważniała.
- Ty to mówisz poważnie, czy się zgrywasz?
Bohater wybałuszył na nią oczy.
- Oczywiście dziś to tylko taka gadanina, marzenie, sen – powiedział powoli. – Ale... Myślę, że to jest realne.
- Ja nie. – Potrząsnęła głową.
- Posłuchaj. – Oparł się łokciami o blat stolika i pochylił w jej stronę. – Jeśli ja, taki jaki jestem, nieudacznik bez muzycznego talentu, mogłem osiągnąć to, co osiągnąłem z Momentem Chwały, mogę zrobić wszystko. Mam masę pomysłów, a ty masz cudowny głos.
- Pewnie – parsknęła. – Chyba na dziś starczy ci piwa.

- Przyszły tu nawet najnędzniejsze pisarzyny – powiedział Bohater, na tyle głośno, że wielu dziennikarzy mogło go usłyszeć. – Myślą, że jeśli o nas napiszą, część chwały spłynie też na nich.
- Nie powinieneś się tak zachowywać – syknął Wracający.
- Niby czemu nie?! – Bohater odpowiedział jeszcze głośniej. – Przecież taka jest prawda!
Oczywiście, do pewnego stopnia miał rację. Na kinową premierę filmu z Momentem Chwały, który stanowił połączenie koncertu z wywiadem, przyszli wszyscy, którym tylko akredytacja dziennikarska na to pozwalała. Zimny Kraj nieustannie szalał na ich punkcie i krew wrzała w żyłach tych na co dzień spokojnych ludzi północy.
- Bez nas nie mieliby roboty. To my tu jesteśmy gwiazdami!
Potrafił wygłosić takie zdanie, mimo, że kamery uwieczniły, jak przed koncertem wciąż czuł się niepewnie i składał ręce do modlitwy, jakby mogło mu to pomóc. Sam nie potrafił stwierdzić, czy nadal był zakompleksionym, nieśmiałym chłopakiem, czy mega gwiazdorem z rozbuchanym ego.

- Delikatny, to jest bez sensu – stwierdziła Jedyna opadając na wersalkę z piwem w ręce.
Mężczyzna nie zapytał o co jej chodzi, pokiwał za to głową.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Mówię o naszym związku – sprecyzowała.
- Spodziewałem się.
- Nie będziesz miał więc nic przeciwko, jeśli poproszę cię o rozwód?
Delikatny skrzywił się.
- Oczywiście, że wolałbym, żeby wszystko ułożyło się inaczej. Ale... Jeśli chcesz odejść, nie będę cię zatrzymywał. Wiem, że nie jest nam dobrze.
To znowu nie była miłość, a zauroczenie, a może tylko wynik strachu przed samotnością. Delikatny był tylko jednym z wielu muzyków, z którymi współpracowała. Wcześniej ze Zwycięzcą, czy Nocnym łączyły ją duże wspólne projekty i to one trzymały ich razem. Okazało się, że skuteczniej, niż formalny związek małżeński.
Ale i one nie wystarczyły na długo. Po wydaniu pierwszej i za razem ostatniej płyty JeNota, drogi Jedynej i Nocnego rozeszły się na dobre. Czuli, że chcą żyć inaczej. Nocny musiał teraz przystopować, wyciszyć się i zastanowić nad przyszłością. Ona wciąż chciała przeć w przód. Wtedy ramiona Delikatnego dały jej pocieszenie. Był pod ręką. Wzięła od niego wszystko, co mógł jej dać i znowu miała ruszać w nieznane.

Bohater dzierżył w ręce rulon z plakatem jak relikwię.
- Czy to nie jest niesamowite? Sam Niedźwiedź Nierealny mi go podpisał. I gadał z nami.
- Przecież też tam byłem – zaśmiał się Zręczny. – Wszystko widziałem i słyszałem.
- Ale kurcze. Przecież to taki świetny aktor. – Bohater nie mógł przestać mówić. - To naprawdę niesamowite.
- Nie, niesamowite jest to, że idziemy sobie ulicą i nikt się na nas nie gapi – stwierdził Zręczny ze śmiechem.
Taka była prawda. Tu, na Drugim Kontynencie, w Mieście Sław byli zwyczajnymi chłopakami. No, może nie całkiem zwyczajnymi, bo dość majętnymi, ale akurat tutaj wszyscy byli bogaci. Mogli więc iść ulicą, podziwiać palmy i górujące nad miastem gigantyczne litery ustawione na wzgórzach i układające się w jego nazwę. Mogli się wygłupiać i nikt się za nimi nie oglądał. Bohater nie był już chłopakiem z okładek gazet i reklam, liderem najsławniejszego zespołu w okolicy. A Zręczny nie musiał myśleć o sobie jako o najsłodszym kawalerze w kraju, za którego uznały go fanki. Tu, po drugiej stronie Największego Oceanu, mogli odpocząć i spojrzeć na swoje zachowanie z dystansem.
Wracający dobrze zrobił, że zaproponował im ten wyjazd. Przypomnieli sobie, kim są naprawdę.

- Chcesz piwo? – spytał Bohater, sięgając do torby.
- Pewnie – odparła Jedyna.
Był środek nocy. Siedzieli na plaży, przy małym ognisku. Wcześniej odbyli przy nim sesje zdjęciową. Opijali właśnie koniec pracy nad trzecim krążkiem Momentu Chwały.
Co prawda, na płycie nie było żadnej piosenki, do której powstania przyczyniłaby się Jedyna, to jednak Bohater zaprosił ją na ognisko. Może zrobił to dlatego, że większość jego kolegów z zespołu miała przyjść z dziewczynami?
Wzięła od niego puszkę. Otworzyła ją, ale nie zaczęła pić. Zamyśliła się, patrząc w ogień. Tylko Bohater, Śmieszek i ona byli w tej chwili samotni.
Czy mogła się związać z Bohaterem? Chyba nie. Spędzali z sobą godziny dyskutując nad kawą lub piwem. Opowiadali sobie o swoich problemach i marzeniach, o tym, jak postrzegają świat. Jedyna była pewna, że choć dzieli ich praktycznie wszystko, są sobie bliscy. Nie przyszło jej jednak do głowy, żeby go podrywać i Bohater także nigdy nie zrobił niczego, co wskazywałoby, że chciałby, żeby byli razem. Ten wysoki chłopak o długich, tlenionych włosach, miał twarz dziecka i tak naprawdę był jeszcze dzieckiem. Mógł być przyjacielem, ale nie partnerem. Ale może właśnie to sprawiało, że czuła się przy nim tak bezpiecznie.

Jedyna była już kilkakrotnie w stolicy. Przez chwilę przecież nawet tam mieszkała. Teraz jednak podróż przez pół kraju wydała jej się niesamowicie długa i przerażają. Od tego, co stanie się u celu, miał zależeć rozwój jej kariery. Wcześniej, kiedy podróżowała, tak nie było? Nie mogła zrozumieć, czemu teraz wszystko wydawało jej się ważniejsze i straszniejsze. Czy dlatego, że wyruszyła w drogę sama?
- Czy jest tu toaleta? – To był jej główny problem, kiedy znalazła się w studiu nagrań Wracającego. Ten ważny człowiek, sławny piosenkarz i producent Momentu Chwały chciał, żeby z nim zaśpiewała. Słyszała, że próbował już wiele piosenkarek i żadna nie przypadła mu do gustu jako partnerka w nowym utworze. Czy więc ona, dziewczyna z prowincji, mogła być wystarczająco dobra? Nie, nie mogła.
Długo siedziała na sedesie, chociaż nie musiała. A potem jeszcze dłużej stała przed lustrem. W łazience nie zatrzymały jej jednak poprawki makijażu, których zresztą nie robiła. Zatrzymał ją strach.
Kiedy wyszła, była sino blada.
Ona mi zaraz zemdleje – przebiegło przez głowę Wracającemu. – Co z niej za jedna? Czy coś tam brała?
Nie wypowiedział jednak głośno swoich wątpliwości. Kazał jej zaśpiewać.
Jedyna zamknęła oczy, żeby odgrodzić się od rzeczywistości. Do tej pory najczęściej śpiewała siedząc za pianinem. Wtedy czuła się znacznie bezpieczniej. Wzięła głęboki oddech, jeden, potem drugi. W końcu nie dało się już uciec od tego, po co przyjechała do Miasta na Wyspach. Zaśpiewała. Tekst dostała wcześniej i zanim wyruszyła w drogę, nauczyła się go na pamięć.
Wracający pokręcił głową.
Nie. Ona też brzmiała źle, jak wszystkie dziewczyny przed nią. Czy Bohater przypadkiem mu jej nie polecał tylko dlatego, że była jego koleżanką? Tylko czemu mówił, że nikt nie ma takiego głosu jak Jedyna? A może zżera ją trema? Albo to niewłaściwa dla niej tonacja? Bohater nie mógł chyba być aż tak głupi, żeby za bardzo przesadzić w pochwałach.
Nagle Wracającemu przyszło coś do głowy.
- Czy mogłabyś zaśpiewać oktawę wyżej?
- Mogłabym – odpowiedziała drżącym głosem.
Znowu zamknęła oczy i zaśpiewała wyżej, od tak, po prostu, bez większego wysiłku.

- Jak się bawicie!?
Tłum odpowiedział Bohaterowi opętańczym wyciem.
Znowu stał na scenie, on – super gwiazdor!
Mieli za sobą trochę przepychanek. Po ospałych i w efekcie nie udanych próbach WMFF wprowadzenia ich nagrań w języku Ważnej Wyspy na światowy rynek, próbowali podkupić ich Panowie Melodii. Wszystko skończyło się jednak dość szybko lepszym kontraktem z WMFF.
Myśli o karierze międzynarodowej na razie odłożyli na później. Znowu podróżowali po kraju. I choć krytycy stwierdzili, że ich trzeci krążek – „Bicie Serca” – jest dojrzalszy, a Bohater, komponując nowe utwory, nieco odszedł od lamerskiej stylistyki, na rzecz uwielbianej przez niego muzyki popularnej, dziewczyny tak samo płakały na koncertach.
- Teraz zagramy dla was coś z naszej najnowszej płyty. „Wakacje”!
Tłum, o ile było to możliwe, zawył głośniej.
- Hej, hej, nadeszły wakacje! – zaczęli skandować chłopcy z zespołu, gdy spod palców Druha popłynął szybki riff.
Bohater zaczął śpiewać dopiero po chwili, składając jakiejś dziewczynie, według fanek każdej z nich, nieprzyzwoitą propozycję.
„Wakacje” były ich nowym, wielkim przebojem, a także ostatnią piosenką, jaką Bohater napisał na płytę. Gdy wydawało się, że nagrania są już zakończone, Wracający stwierdził, że brakuje im prawdziwego hitu na pierwszy singiel. Następnego dnia Bohater zjawił się w studiu z nową kompozycją. Potrafił napisać przebój od tak, na zawołanie. Koledzy mogli wyrzucać mu wiele rzeczy, ale wszyscy wiedzieli, że bez niego nie zaszli by aż tak daleko.

- Wiesz, mamo, dostałam pewną propozycję i teraz nie wiem, co robić – powiedziała Jedyna do słuchawki telefonu. Było późne popołudnie, a ona od rana biła się z myślami. Wracający do niej zadzwonił, ale to co powiedział, przerosło jej najśmielsze oczekiwania.
- Mów, co się dzieje.
- Widzisz, Wracający Niezwykły... Pewnie go kojarzysz?
- Tak. Znam jego piosenki z radia.
- No właśnie. Po tym, jak raz z nim zaśpiewałam, zaproponował mi, żebym zerwała kontrakt z Wytwórnią Harmonii i podpisała nowy z Wielką Międzynarodową Firmą Fonograficznej, dla której on nagrywa. Uważa, że powinnam wydać solową płytę.
- To dlaczego się wahasz? – spytała matka. – Czy nie tego zawsze chciałaś?
- No, tego – przyznała. – Ale... Zerwanie starego kontraktu to taka poważna sprawa.
- Tu ci nie poradzę, kochanie, zupełnie się na tym nie znam.
- Wiem. Wracający twierdził co prawda, że to żaden problem i że to załatwi. Trochę mnie to jednak martwi. Ale nie tylko to. A raczej nie głównie to. Przecież po co WH kontrakt ze mną, skoro nie chcą, żebym coś dla nich nagrywała? Wcześniej jednak zawsze byłam częścią zespołu. No i obiecywaliśmy sobie z Nocnym, że będziemy razem nagrywać.
- Ale już dawno nie jesteście parą – zauważyła matka. Na szczęście nie wspomniała przy tej okazji o jej małżeństwie, które trwało całe trzy miesiące.
Jedyna i Nocny odkryli, że nie mogą żyć z sobą jeszcze za nim ukończyli pracę nad płytą JeNota. Ich rozstanie wypadło pokojowo. Ustalili, że będę z sobą nagrywać i nawzajem sobie pomagać.
Jednak, gdy płyta pojawiła się na rynku, ich kontakty jeszcze bardziej ostygły. Mieli dobre recenzję, ale krążek źle się sprzedawał. Czuli, że nie ma po co dalej tego ciągnąć.
Potem był epizod z Delikatnym, który stanowił totalną pomyłkę.
- No nie jesteśmy. Nawet dawno go nie widziałam, ale... Nie wiem. Mam wrażenie, że to jakoś nie w porządku.

- W tym kraju zrobiliśmy już wszystko, co można było zrobić – powiedział Zręczny, kiedy zebrali się, żeby przedyskutować przyszłość zespołu. – Powinniśmy zacząć nagrywać w języku Ważnej Wyspy. Spróbować podbić też świat.
- Ja nie mam nic przeciwko – stwierdził Bohater. – Już coś tam pisałem po ichniemu. Kiedyś trzeba zabrać się za to na poważnie.
- Więc wszyscy się zgadzamy – zawyrokował Niedźwiedź.
- Przydałaby nam się inna nazwa. – Druh zawsze był rzeczowy. – Przecież za granicą nikt naszej nawet nie wymówi.
- Można przetłumaczyć – stwierdził Śmieszek.
- Będzie brzmiało strasznie tandetnie – stwierdził Zręczny.
- WMFF nazwało nas wcześniej Współczesną Chwałą – przypomniał Niedźwiedź.
- I nie wypaliło.
- A może Supernowa – zaproponował Bohater.
- Czemu tak?
- To imię dla seksownej dziewczyny.
- Dokładnie. – Bohater uśmiechnął się promiennie. – Wziąłem je z piosenki Doktorka.
- No tak, ty słuchasz takich staroci.
- Ale czemu mielibyśmy się tak nazywać?
- A spróbujcie pomyśleć, że nie znacie naszego języka, że jesteście z Ważnej Wyspy. I wymówcie to jako dwa wyrazy. Co usłyszycie?
- Gorące... nowości? – wydukał Śmieszek.
- Dokładnie tak.

Jedyna właściwie wiedziała, że wszystko przemawia za tym, żeby przystała na propozycję Wracającego. Jednak wciąż miała wrażenie, że nie powinna tak zupełnie zapominać o Nocnym i ich zespole, nawet jeśli od jakiegoś czasu się z sobą nie kontaktowali.
Wątpliwości i towarzyszący im niepokój nie pozwoliły jej zasnąć.
Było już grubo po północy, kiedy znowu sięgnęła po telefon.
- Twarda, co się stało? – spytała siostra ziewając. Musiała ją obudzić.
Powiedziała Akuratnej dokładniej to samo, co przedtem matce.
- Ale przecież ty i Nocny nie jesteście już parą – znowu to usłyszała.
- No nie, ale...
- Zastanów się. – Głos siostry był poważny i rzeczowy. – Tak szczerze, nie masz wobec niego żadnych zobowiązań.
- Nie mam, ale...
- Twarda, skup się. Czego zawsze chciałaś od życia? Chciałaś śpiewać. Chciałaś z tego żyć. A więc śpiewaj. Nie możesz przepuścić takiej okazji. Po prostu nie możesz i to tylko dlatego, że coś ci się wydaje.

- Postrzelona, chciałbym, żebyś zaśpiewała ze mną jedną piosenkę, na naszej nowe płycie – powiedział Bohater do słuchawki.
Gdy nagrywali pierwszy krążek Momentu Chwały, to właśnie zespołowi, w którym śpiewała, musieli wciąż odstępować lepsze studio. Ale Bohater nie miał już o to do dziewczyny żalu. Nie raz zdarzyło się, że gdzieś razem wystąpili. Postrzelona była w porządku.
- Propozycja brzmi ciekawie – przyznała kobieta po drugiej stronie telefonicznego kabla.
Postrzelona miała wspaniały, naprawdę oryginalny głos, a Bohater wiedział, że dobrze wypadał w duetach z kobietami. Na czwartej płycie Momentu Chwały miały znaleźć się piosenki nagrane z Jedyną, jak i z egzotyczną, skośnooką poetką z odległego Kraju poza Światem, którą całkiem przypadkiem udało mu się poznać.

- Cześć Nocny. – Minęło sporo czasu zanim Jedyna zebrała się na odwagę, żeby się z nim skontaktować.
- Cześć.
- Długo nie mogłam się do ciebie dodzwonić.
- Nie było mnie w kraju.
- Gdzie się włóczyłeś?
- Trochę pracowałem na Drugim Kontynencie.
- Fajnie. A ja właśnie nagrywam solową płytę.
- Gratuluję. – W głosie Nocnego nie słychać było entuzjazmu, ale nie było w nim też tonu zazdrości.
- Może chciałbyś napisać dla mnie piosenkę?
- Wiesz, nie zajmuję się już muzyką. Zrozumiałem, że to nie dla mnie. Ale... Tak, napiszę coś dla ciebie.

Powrót do pierwszej strony
www.kejti.pl ... Nie zapomnij zajrzeć tu za miesiąc ...