Kejti's Factory - Opowiadanie




"Nie chcesz tego wiedzieć"

5. Druga połowa


Copyright ©   Kejti - Katarzyna Kwiecińska


- Czy mogę cię prosić na chwilę? – Bohater położył przyjacielowi rękę na ramieniu.
- O co chodzi? - Druh podniósł się od stolika, przy którym jeszcze przed chwilą z kimś dyskutował z wyraźnym ożywieniem. Razem odeszli na bok.
Bohater chwilę się wahał, zanim zadał pytanie.
- Czy wiesz, kim jest ta dziewczyna? - Ruchem głowy wskazał w stronę miękkiej kanapy, gdzie siedziała grupka nieznanych mu młodych kobiet.
Druh znał wiele osób. Dużo łatwiej przychodziło mu ich poznawanie. Teraz Bohater był przystojniakiem. Niedawno znów zmienił fryzurę. Przefarbował włosy na ciemny brąz i stawiał je do góry na lakier, tak że tworzyły puszystą koronę wokół jego głowy. Ostatnio był taki trend wśród zagranicznych muzyków i gospodyń domowych. Dobierając stroje i fryzury nigdy nie przesadzał aż tak, jak jego idol Mocarz Wojak, ale niewiele mu brakowało. Gdzieś tam w środku, cały czas jednak postrzegał siebie jako grubego nastolatka w okularach jak denka od butelek i mimo odniesionego sukcesu, pozostał nieśmiały.
- Która? - Druh wybałuszył oczy na przyjaciela.
- Ta brunetka.
- To Róża. Jest fotomodelką - wyjaśnił.
- Czemu jeszcze nigdy jej nie widziałem?
- Długo pracowała za granicą. – To była lepsza odpowiedź, niż „bo nie interesowały cię dziewczyny”. – Czego od niej chcesz?
Bohater nie odpowiedział, lekko się tylko uśmiechnął.
- No, stary, co z tobą? - spytał Druh.
- Piękna jest - wydusił w końcu Bohater.
- Nie... - Druha na dobre zatkało. Mimo zapewnień Bohatera, że po prostu nie znalazł dotąd odpowiedniej dziewczyny, w pewnym momencie on również zaczął wierzyć, że jego przyjaciel jest gejem. Tak pisały gazety. A jeśli pomyślało się o jego przyjaźni z Jedyną, wszystko wydawało się do siebie pasować. Przecież traktował ją jak kumpla. Bohater jako samiec hetero był dość szokującą ideą. Zdarzało się przecież, że na imprezy, takie jak ta, czasem udawało się dostać jakiejś fance, która potem zawisała Bohaterowi na szyi, ale jakoś nic nigdy z tego nie wynikło.
- Tak. - Bohater skinął głową.
- Słuchaj, stary - powiedział Druh, kiedy już odzyskał głos. Objął przyjaciela ramieniem. - Bardzo mi przykro, że muszę ci to powiedzieć, ale lepiej poszukaj sobie innej dziewczyny.
- Dlaczego?
- Ona nie lubi takich jak my - wyjaśnił Druh. - Gardzi muzykami. Mówi, że jesteśmy bandą cudaków i żadni z nas mężczyźni.
- Tym lepiej dla mnie - wyszeptał Bohater, a jego oczy rozbłysły.

Naprawdę była piękną kobietą o doskonałej figurze. Ciemne, długie, lśniące włosy zebrała w kok z tyłu głowy.
Podszedł do niej z bijącym sercem i po prostu powiedział: „Cześć”.
- Cześć - odpowiedziała patrząc na niego trochę jakby z góry.
- Może zatańczymy? - zaproponował.
- Chyba nie. - Ściągnęła wargi.
- Może jednak? Tak piękna dziewczyna nie powinna podpierać ściany.
- Na tandetne komplementy mnie nie weźmiesz – parsknęła. - Słyszę ich zbyt wiele. Uodporniłam się.
- Więc nie chcesz tańczyć? - upewnił się.
- Nie. Nie chcę.
- To może czegoś się napijesz? - Bohater nie dawał za wygraną.
- Mam co pić. - Pokazała mu do połowy pełny kieliszek. Chyba miała nadzieję, że teraz wreszcie da jej spokój. On jednak zamiast pójść w swoją stronę, stał i patrzył na nią jak cielę.
- Dziś dobrze się bawię w granie koleżanek - dodała. – Mógłbyś zostawić nas same?
Skinął głową. Odwrócił się i odszedł. Czuł się fatalnie, ale w jego sercu tlił się malutki płomyczek nadziei. Czy mu się wydawało, czy mówiąc ostatnie słowa ona faktycznie się do niego uśmiechnęła?
- Ty wiesz, kto to jest? – Nie zarejestrował tych słów.
Obserwujący sytuację z daleka Druh nie słyszał, co mówili. Ale mógł się domyślać. Pierwsza w życiu Bohatera próba zdobycia kobiecych względów zakończyła się porażką. Wyglądało to słodko. Przypominało Druhowi jego wczesne porywy serca, gdzieś tak w okolicach dwunastego roku życia. Wiedział, że Bohatera musiało to bardzo zaboleć. Na pewno czuł się podle. Mimo to, nie można było myśleć o tej scenie bez uśmiechu.

Miejscowy zaproponował, żeby na chwilę wpadli jeszcze do niego. Druh wiedział o nim tyle, że Bohater poznał go na jakimś koncercie. Koleś nie mógł być byle kim, bywał w towarzystwie i naprawdę znał się na sztuce, co na Bohaterze robiło wrażenie.
Większą grupą wytoczyli się z lokalu na zalaną mlecznym światłem latarni ulicę. Róża i jej koleżanki także. Wszyscy byli niezbyt trzeźwi. Druh trzymał się jednak całkiem nieźle.
Bohater znalazł się przy Róży, gdy tylko zorientował się, że idą w tę samą stronę.
- Ale masz niezwykłe rękawiczki – oznajmił. – Nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Róża zaśmiała się. Jej koleżanki także chichotały.
Ona nazywa się Północna – przypomniał sobie Druh. – Zupełnie jak ten nowy znajomy Bohatera. Może to jego siostra. Albo coś. Ale wtopiliśmy.
- Mówisz o tych rękawiczkach? – spytała Róża unosząc do góry dłoń.
Druh mógł stwierdzić, że były obleśnie różowe. Sama Róża dodałaby do tego opisu, że były też bardzo drogie.
- Tak. Mówię właśnie o nich. Myślę, że gdy ma się je na dłoniach, zupełnie inaczej patrzy się na życie – ciągnął swoje Bohater. - Czy mógłbym je przymierzyć?
- Nie wejdą ci na ręce.
- Wejdą. Myślę, że tak niezwykłe rękawiczki mogą zmieniać rozmiar zależnie od potrzeby.
Według Druha, Bohater robił z siebie idiotę. Chociaż Róża nie była wiele lepsza. Gdy dotarli do mieszkania Miejscowego oznajmiła:
- Nie każcie mi zdejmować butów, mam dziurę w skarpetce.

Wędrowali przez uśpione miasto nie wiedząc, dokąd tak naprawdę zmierzają. Nie byli do końca trzeźwi, co zresztą zdarzało się dość często. Oboje dużo balowali, czasem razem, czasem oddzielnie. Powietrze było rześkie. Jedyna zaczęła drżeć z zimna, więc Bohater objął ją ramieniem.
- Czasami myślę, że to wszystko nie ma sensu - powiedział. - Czasami czuję się mały i nieważny. Jestem mgnieniem w wieczności. Chciałbym uczynić coś wartościowego ze swoim życiem, ale nie wiem jak.
Miliony gwiazd świeciły ponad ich głowami zimnym światłem, jakby chciały potwierdzić, że słowa Bohatera są najświętszą prawdą. Był przecież tylko jednym młodym człowiekiem pośród rzeszy innych młodych ludzi, którzy, tak jak on, chcieli być szczęśliwi i odnaleźć powód, dla którego żyją.
Spóźniony samochód przemknął z głośnym szmerem opon, rozchlapując wodę z kałuż przy krawężniku.
- Czy świat mógłby istnieć, gdyby nic nie miało sensu? - zapytał Bohater gwiazd, ale one milczały.
- Skąd mam wiedzieć? - burknęła Jedyna. - Przecież nie mam wykształcenia.
- Wykształcenie w niczym nie pomaga - zapewnił. - Nic nie pomaga - stwierdził. - Wszyscy ludzie błądzą na oślep szukając czegoś i jedni to znajdują, a inni nie. Ale ani jedni, ani drudzy nigdy nie są w pełni spokojni i czasem, tak jak ja, patrzą w niebo i pytają o sens wszystkiego, ale nigdy nie dostają odpowiedzi. Coś tu jest nie tak, Jedyna.
- O co ci w ogóle chodzi?
- Jestem do niczego.
- Ty? - oburzyła się. - A kto mi opowiadał, że człowiek może zrobić wszystko, jeśli tylko chce? Pamiętasz? Siedzieliśmy w tej kawiarence przy rynku. Powiedziałeś, że nie powinnam tkwić za klawiszami, że powinnam śpiewać...
- No i miałem rację – zaśmiał się smutno.
- Właśnie. Miałeś rację. Wydałam płytę.
Bohater potrząsnął głową.
- Z zespołem jest łatwo - burknął. - Powiedziałem, że kiedyś będą do ciebie należały sceny całego Pierwszego Kontynentu i nie cofam tego. Ale... - urwał. – Sława to jedno, życie drugie. Wiesz, ja nigdy nie miałem dziewczyny i nigdy nie chciałem mieć dziewczyny.
Jedyna nastawiła uszu. O tym jeszcze nigdy nie rozmawiali.
- Wszystkie te laski, które na mnie leciały, widziały we mnie muzyka, gwiazdę, nie człowieka. Nie obchodziło ich, że coś czuję, kim naprawdę jestem. Widziały moje ciuchy i kasę. To było dla nich fajne. Ale poznałem pewną dziewczynę… - Tu się zająknął. - Druh mi powiedział, że ona nie lubi muzyków, a ja pomyślałem: „Ona nie będzie kochać mnie za ciuchy i kasę, bo jeśli mnie pokocha, to dla mnie samego, a nie z powodu tego blasku, jaki mi towarzyszy.”
- Pokocha? – Oburzyła się Jedyna. – Do licha, człowieku! Wpadła ci w oko dziewczyna, a ty od razu o kochaniu.
Bohater jakby jej nie usłyszał.
- To naprawdę piękna dziewczyna. Próbowałem z nią porozmawiać. Ale nie wiedziałem jak. Zbyła mnie i to nie raz. Mogła zobaczyć we mnie człowieka, a nie gwiazdę. Tyle tylko, że to nie jest ciekawy widok. Z gitarą w ręku jestem kimś. Bez niej ciągle jestem tylko nieśmiałą omegą stadną w pinglach. Nie ma czego we mnie kochać.
- Och, bo zaraz się rzewnie rozpłaczę. Ty naprawdę dziś za dużo wypiłeś. Co za stek bredni. Nie wiem, jak to uświadomić człowiekowi, który odniósł sukces, to aż trochę niedorzeczne, ale powinieneś wreszcie w siebie uwierzyć - powiedziała pewnie. - Byłeś nieśmiałym chłopcem, ale już nie jesteś. Sam wiesz, że nikt nie pomógł ci stanąć na scenie. To twoje osiągnięcie, twoje dzieło. Sam zrobiłeś z siebie tego, kim dzisiaj jesteś, a jesteś zwycięzcą. Wszyscy ludzie w tym mieście ci zazdroszczą.
- Ale to biznes rozrywkowy, nie życie - przerwał jej. - Mówiłem ci, że to łatwe.
- To się z sobą łączy. Nie widzisz tego? Sam siebie zmieniłeś. Twierdzisz, że nie istniejesz bez branży rozrywkowej, ale to dlatego, że ona jest częścią ciebie. Nie ma dwóch Bohaterów.
Milczał, nie potrafił na to odpowiedzieć.
- A jeśli chodzi o tę dziewczynę - ciągnęła dalej Jedyna - ona też zobaczyła w tobie tylko gwiazdora. Wcisnęła cię w szablon. Nie zadała sobie trudu, żeby zobaczyć coś więcej. Dla niej muzycy są głupkami, więc i ciebie uznała za głupka. A ty nie poradziłeś sobie, bo dopiero teraz zainteresowałeś się czymś takim, jak kobiety. Przecież nie jesteś postacią z jakiejś komedii, która w każdym ze stu odcinków zawala randkę. Gdybyś bez przygotowania pierwszy raz usiadł za sterami koparki, mógłbyś kogoś skrzywdzić, bardzo możliwe, że siebie. Z tym jest tak samo. A z nią daj sobie spokój. Albo spróbuj jeszcze raz. Jeżeli uparcie będzie traktować cię jak rozwydrzonego gwiazdora, to pewnie nie jest ciebie warta.
Bohater zagryzł wargi. Poważnie zastanawiał się nad tym, co usłyszał, ale ponieważ alkohol szumiał mu w skroniach, nie był w stanie wyciągnąć żadnych logicznych wniosków.
- Jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie - skończyła swój wykład Jedyna - podejdź do nich jak do lansowania zespołu.
- Myślisz, że to ma prawo działać? - Zmarszczył czoło.
- Pewnie - odparła. - Spróbuj.
- Spróbuję. - Skinął głową.
- I dobrze – głos Jedynej dziwnie zadrżał.
- Co z tobą?
- Nic - wydusiła.
- Przecież słyszę, że coś jest nie tak. - Lubił się nad sobą użalać i często to robił, ale nie był egoistą.
Przez chwilę milczała, potem odpowiedziała pytaniem na pytanie:
- Co sądzisz o mojej płycie?
Bohater był zaskoczony.
- Cóż - westchnął. - Wiesz, że nigdy nie nagrywałaś rzeczy w moim guście.
- Chciałeś powiedzieć, że jej nie lubisz. - Głos z trudem wydobył się z jej ściśniętego gardła. - Nie krępuj się, ja też nie lubię tego, co ty grasz.
- No, aż tak bym nie powiedział. Owszem, zmieniłbym to i owo - przyznał. - Ale to nie ma znaczenia. Ważne, że są ludzie, którzy ją lubią i że ty śpiewasz to, co czujesz. To jest cenne.
- Wcale nie wiem, czy to czuję. – Potrząsnęła głową. – To nie całkiem moja płyta. Wracający dołożył sporo od siebie, a ja nie jestem pewna, czy mi to pasuje. A ludzie mówią, że do niczego bym nie doszła, gdyby on nie postanowił mnie lansować.
- Jacy ludzie?
- Och, ludzie.
- Z biznesu muzycznego? I ty się nimi przyjmujesz? - Bohater był oburzony. – Przecież to jeden wielki festiwal wzajemnej zawiści. Ci ludzie to banda zarozumiałych palantów.
- Oni tak samo mówią o tobie - zauważyła.
- I dlatego tak świetnie się razem bawimy. - Zaśmiał się krótko. – Ale utopiliby człowieka w łyżce wody - dodał po chwili. - Nigdy ich nie słuchaj. Zazdroszczą ci, że masz coś, czego wielu z nich nigdy mieć nie będzie. Tacy już są ludzie.
- A co ja takiego mam? - W oczach Jedynej zatańczyły łzy.
- Głos - wyszeptał Bohater uroczystym tonem. - Masz wspaniały głos.
Nie odpowiedziała.
Przez chwilę w zupełnym milczeniu szli w stronę morza.
- W sumie – przypomniała nagle Jedyna - nie powiedziałeś mi, czy dałabym radę wydać płytę bez romansu z Wracającym?
- Przecież zaproponował ci kontrakt, zanim zaczęłaś z nim romansować – stwierdził Bohater. - Może powinnaś zapytać, czy wydałabyś płytę bez znajomości ze mną? To ja mu podszepnąłem, że mógłby spróbować z tobą zaśpiewać. Wiedziałem przecież, że próbował już z wieloma piosenkarkami i głos żadnej mu nie pasował. Trudno jest coś osiągnąć bez znajomości. Oczywiście można mieć szczęście, jak ja – zaśmiał się.
- Więc ty też chcesz mi powiedzieć, że nie jestem wiele warta? – Nie było gniewu w jej głosie, jedynie nuta smutku.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! – oburzył się. - Chcę ci powiedzieć, żebyś się nie przejmowała. Żeby nigdy nie przyszło ci do głowy, że to inni mają rację. Nie mają. Ty ją masz. Jesteś dobra i musisz o tym pamiętać.
Jedyna uśmiechnęła się krzywo.
- Czasem, kiedy cię słucham, wydaje mi się, że wiesz o życiu wszystko – powiedziała. - Aż trudno mi uwierzyć, że z czymś sobie nie radzisz.
- Tak. - On też się uśmiechnął. - Mówiłem ci, wiem wszystko o interesach, ale nie wiem niczego o życiu.
- Nadrobisz to – zapewniła. - Tobie wszystko się uda. Należysz do ludzi, którzy zawsze wygrywają.
- Dobrze, że chociaż ty tak myślisz.
W końcu dotarli nad morze i przez chwilę stali obok siebie, patrząc na fale wspinające się w górę i zapadające z głuchym pomrukiem, na wodę wdzierającą się daleko na plażę, toczącą swoją odwieczną walkę z lądem.
Stali tak, patrząc w dal. Próbowali odnaleźć wzrokiem linię horyzontu, ale morze i ciemne nocne niebo zlały się w jedno. Cały otaczający ich świat stanowił ogromną harmonijną całość: plaża, fale i gwiazdy. Tylko oni byli obcy w tej mrocznej krainie. Zimny, ostry wiatr rozwiewał ich włosy.
- Zawsze lubiłem patrzeć na morze - powiedział Bohater bardzo uroczyście. - Lubiłem je, mimo, że jego ogrom przypominał mi, jaki jestem mały i słaby.
- Ty się tu wychowałeś - powiedziała Jedyna. - Więc pewnie dlatego odbierasz to inaczej. Dla mnie morze zawsze było tylko jedną z ciekawych rzeczy, jakie czasem można zobaczyć w wakacje. – Nie potrafiła mu powiedzieć, że z morzem wiązało się jedno z jej najszczęśliwszych wspomnień z dzieciństwa. Mama zabrała kiedyś na plażę ją i Akuratną. Spędziły cały dzień w ciszy i spokoju, z dala od wybryków ojca. Na co dzień Jedyna starała się nie myśleć o przeszłości, ale takie obrazy czasem same z siebie zjawiały się w jej głowie. Uśmiechnięta mama wypakowująca z koszyka kanapki i koc rozłożony na białym piasku.
- No tak. A wiesz – uśmiechnął się – nigdy się w nim nie kąpałem.
Jedyna parsknęła radośnie.

Bohater zatrzymał się przed pięciopiętrową kamienicą. Budynek stał przy nabrzeżu. Z okien na górze musiał być ładny widok na rzekę, żaglowce o wysmukłych, białych kadłubach i zamek z czasów zaboru, gdy Królestwo Wyspiarzy zagarnęło spory kawałek Zimnego Kraju. Róża mieszkała na ostatnim piętrze. Przy górnym przycisku domofonu było wypisane jej nazwisko.
- To tu – oznajmił, choć Druh musiał o tym doskonale wiedzieć, w końcu przyjaciel kilka razy zdążył mu już powtórzyć pod jaki adres się wybierają.
To była niesamowita historia i to także powiedział już nie raz. Róża zadzwoniła do niego. Chyba nic na świecie nie mogło go bardziej zaskoczyć.
- Przepraszam za to, jak cię potraktowałam – usłyszał od niej. – Byłam trochę za ostra. Ale wtedy naprawdę nie miałam ochoty na męskie towarzystwo. Dawno nie widziałam się z Rozgwiazdą i chciałam poplotkować.
Słuchał jej w skupieniu i potakiwał ruchami głowy, choć nie mogła tego zobaczyć.
- W sumie jej zawdzięczasz ten telefon. – W tym momencie mina mu zrzedła. – Ma urodziny i chciałaby, żebyś na nie przyszedł. Mógłbyś?
- Gdzie i kiedy? – A więc tylko o to chodziło? Na koleżance zrobił wrażenie. Był sławny! I mógł być ozdobą przyjęcia. Dziewczyna będzie miała się czym pochwalić. Poczuł odrazę tak do Róży, jak i do siebie, bo przecież nie powiedział „nie”.
- W Mniejszym Mieście Nadbrzeżnym. W piątek. O dwudziestej.
- To trochę za daleko.
- Ale naprawdę mógłbyś przyjść? – upewniła się Róża.
- Tak. – Chciał ją przecież znowu zobaczyć. Nawet jeśli była taka, jak wszystkie, była też oszałamiająco piękna.
- W takim razie, chyba mogłabym tę imprezę zorganizować u siebie – powiedziała po chwili zastanowienia. – Możesz kogoś z sobą przyprowadzić.

- Co byś powiedziała na to, żebyśmy pojechali gdzieś razem i zapomnieli o otaczającym nas zgiełku? – zapytał pewnego wieczora Wracający. – Moglibyśmy gdzieś się zaszyć i popracować nad nowym materiałem dla ciebie.
Siedzieli przy butelce wina w jego małym mieszkanku w Mieście na Wyspach.
W życiu Jedynej wszystko działo się teraz w zastraszającym tempie. Nagrała płytę, która w końcu zaistniała na listach przebojów. Jej twarz zaczęła być rozpoznawalna. Chciano ją nawet w reklamach!
Sama nie do końca była zadowolona ze swoich nagrań. Nie ona je skomponowała, a profesjonaliści, obcy. I te piosenki też w jakiś sposób były jej obce. Może dlatego przed mikrofonem czuła się niepewnie. Niepewna była też w kontaktach z muzykami sesyjnymi. To już nie była zabawa w zespół z przyjaciółmi, a prawdziwa praca. Wszyscy wydawali się mądrzejsi od niej, co bynajmniej nie pomagało poczuć się lepiej.
W trudnych chwilach Wracający stanowił dla niej wsparcie i... Nie wiedziała, kiedy to się stało. Był od niej sporo starszy, taki mądry, sławny, ważny, a jednak potrafił być też po prostu miłym facetem i coś między nimi zaiskrzyło.
Nie mówili o tym, że są parą, że będą razem. Nie mówili, że się kochają. A jednak coraz częściej jedli z sobą kolacje, a potem zaczęli z sobą sypiać.
- Brzmi kusząco. – Uśmiechnęła się wysuwając leciutko do przodu dolną szczękę. Jak zwykle upodobniło ją to do niebezpiecznej łowczyni zasadzającej się właśnie na ofiarę. Wracającemu bardzo się to podobało. – Gdzie byś chciał pojechać? Gdzieś na wieś?
- Myślałem o dalszej podróży.
- Czyli?
- Co byś powiedziała na Ptasie Wyspy?
- O rany – wyrwało się z jej piersi. – Naprawdę nas na to stać?
- Oczywiście, kochanie.
- Więc jestem jak najbardziej za. – Jej oczy świeciły się z podniecenia.

Róża spojrzała na zegarek. W życiu dostała niejeden list od wielbiciela wychwalający jej urodę. Zawsze je ignorowała. Czemu z Bohaterem zgodziła się spotkać? Ten jeden raz, kiedy był u niej, powinien wystarczyć. W żaden sposób nie była nim zainteresowana. Jego pozycja nie robiła na niej wrażenia. Próbował być modny, ale dla niej wyglądał jak pajac. Nie, na pozór nie było w nim niczego interesującego. Urzekł ją jednak jego list - prosty i krótki. I to sformowanie na koniec – „jeśli możesz zostawić swojego psa samego, spotkaj się ze mną”. Jaki mężczyzna zwróciłby na coś takiego uwagę?
Bohater zaproponował miejsce i czas spotkania. Zjawiła się więc w małej, mrocznej kawiarence, w której nie mieli pojęcia o przygotowaniu dobrej kawy. Zjawiła się, zamówiła kawę i ją wypiła, a on się nie pojawił. Czy był dupkiem, który zachłysnął się sławą i myślał, że wszystko mu wolno? Czy zabawił się jej kosztem?
Uniosła właśnie rękę. Chciała poprosić o rachunek i wyjść, gdy nagle ktoś pchnął drzwi. Stanął w nich zdyszany Bohater. W lewej ręce ściskał bukiet kwiatów. Omiótł wzrokiem wnętrze kawiarenki. Potrzebował chwili, żeby dostrzec Różę, choć jego wzrok dwa razy prześlizgnął się po jej twarzy. Podszedł do niej zawadzając po drodze o kilka krzeseł. Wnętrze, w którym się znalazł, wydawało się dla niego za małe.
- Spóźniłem się – stwierdził. – Przepraszam. To dla ciebie. – Podał jej kwiaty.
Po takim wstępie nie sposób było mu robić żadnych wymówek. Czy był aż tak bezczelny? Czy może totalnie nieporadny?
- Dziękuję – powiedziała zimno. Położyła kwiaty na blacie stolika.
- Kawy? – spytał siadając naprzeciwko niej.
- Już wypiłam. Długo na ciebie czekałam.
- To może lody?
Zgodziła się. Skoro już tam była, zamierzała dokładniej mu się przyjrzeć. Modnie ostrzyżony i ubrany w markową marynarkę wyglądał jak żywcem wyjęty z żurnala. Powinien być obiektem westchnień wielu dziewczyn. I pewnie był. Ale ona dostrzegała tylko nieporadnego chłopca, który nie umiał być mężczyzną i patrzył na nią teraz ogromnymi oczami pełnymi lęku. Milczał. A przecież z tego co wiedziała, był od niej starszy.
- Czemu koniecznie chciałeś się ze mną spotkać? – spytała. – Przecież wiedziałeś, że zapraszam cię tylko ze względu na koleżankę.
- Ale to ty mnie interesujesz. Nie twoja koleżanka. Jesteś piękną dziewczyną – wykrztusił. – I zapewne nieraz już to słyszałaś, ale ja jeszcze tego nigdy nikomu nie mówiłem.
- Trochę ci nie wierzę.
- Ale to prawda – zapewnił. – I nie tylko jesteś piękna. Jesteś też mądra...
- Mądra?
- Rozsądna...
- Na jakiej podstawie tak uważasz? – spytała powstrzymując śmiech.
- No... Sprawiałaś takie wrażenie... – Bohater coraz bardziej się plątał, ale brnął w to dalej. - Nie spotkałem jeszcze nigdy takiej dziewczyny. A zresztą...
Kelner przyniósł kawę i lody. Bohater znowu przez chwilę milczał. Spróbował napić się kawy, ale była za gorąca. Syknął. Gwałtownie zamrugał oczami, po czym zniknął pod stołem.
Róża przyglądała mu się uważnie coraz bardziej zniecierpliwiona ale i zafrapowana jego zachowaniem. Kim on naprawdę był? Czego chciał?
Wynurzył się spod blatu. Uśmiechnął przepraszająco na moment odsłaniając krzywe zęby. Jego uśmiech miał rozbrajającą moc.
- Wypadło mi szkło kontaktowe – wyjaśnił. I faktycznie wyjął z kieszeni marynarki mały pojemniczek.
- No więc, jestem piękna – ponagliła go, bo po uporaniu się ze schowaniem szkła, nie odezwał się.
- Wszyscy mi mówili, że nie mam u ciebie szans – wyznał nagle. – Że nie miałbym nawet, gdybym był w tych sprawach obyty. A ja, jak mówiłem, nie jestem. Ale pomyślałem, że to nie musi tak być – mówiąc wykręcał sobie palce.
- Jak nie musi być?
- Widzisz, mój zachwyt tobą jest szczery. Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, od razu poczułem, że jesteś jedyna.
- Czego się naczytałeś?
- Ja... Może gdybyś dała mi szansę, ty też, mogłabyś coś we mnie zobaczyć, coś czego inni nie zobaczą. Bo ty będziesz potrafiła zrozumieć, że ja po prostu jestem człowiekiem. Kimś kto ma uczucia, wady i zalety, bo chyba jakieś mam...
Róża zamrugała oczami.
- W ten sposób prosisz mnie, żebym została twoją dziewczyną? – spytała zaskoczona.
- W sumie tak – zgodził się. – Chociaż... – Wykonał ruch, jakby chciał wyjąć włosy z kołnierzyka, choć nie było takiej potrzeby. – Ja rozumiem, że teraz jestem dla ciebie tylko natrętnym dziwakiem. Ale moglibyśmy się jeszcze spotkać, poznać. Może naprawdę coś mogłoby z tego być.
- Gdzie? – spytała rzeczowo.
- Choćby tu.
Skrzywiła się i on to dostrzegł.
- Możemy też pójść do kina.

- Myślisz, że Bohater odejdzie z zespołu? – spytał Niedźwiedź, kiedy siedzieli przy piwie.
- A czemu mnie o to pytasz? – burknął Druh.
- Czemu? Bo ty najbardziej się z nim kumplujesz. Razem kupiliście studio.
Tak faktycznie było. Sporą część tego, co zarobili na płytach, Bohater i Druh wydali na kupno małego, ceglanego domku nad morzem, w którym urządzili całkiem profesjonalne studio nagrań. Nazwali je Chętne Nastolatki, jak na lamerów przystało, choć ich muzyka coraz wyraźniej przestawała być lamerska i stawała się bliższa popularnej.
Bohater chciał mieć miejsce, gdzie mógł realizować wersje demo tworzonych przez siebie utworów, bez angażowania w to obcych. Miało mu to zapewnić spokój, którego tak wszystkim im brakowało.
I choć Bohater sporo nauczył się o sprzęcie do miksowania, to jednak proces produkcji nie był czymś, co zbytnio go interesowało. Wolał to powierzyć komuś innemu, a samemu myśleć tylko o nowo powstających utworach jako takich. Zresztą, lepiej było być w studio z przyjacielem, niż samemu. Dlatego pracowali we dwóch.
- Ja mu w głowie nie siedzę. – Druh nie lubił takich rozmów. Ponieważ jednak mina Miśka wskazywała, że taka odpowiedź zupełnie go nie satysfakcjonuje, dodał – mogę powiedzieć co myślę. Nagrał płytę, jak byliśmy w wojsku. Nudziło mu się. Wiesz on jest... Ja wiem... Nadmiernie pracowity. Myśli o kolejnej. To fakt. Ale byłby głupi, gdyby zostawił nas dla tych swoich nagrań. Z recenzji wyżyć się nie da.
Faktycznie, solowa płyty Bohatera, którą nazwano po prostu „Bohater”, utrzymana bardziej w konwencji stonowanej muzyki rozrywkowej, zebrała przychylne recenzje, ale sprzedawała się bardzo słabo.

Bohater objął ją tuż za drzwiami swojego małego mieszkanka. Pocałował w szyję.
Róża zaśmiała się, odrzucając w tył głowę.
Jak by to nie było szalone i jak by nie dziwiło każde z nich, zostali parą – nieporadny muzyk i dystyngowana, elegancka kobieta.
- Czekałeś z tym, żeby nikt nie mógł nas zobaczyć?
Odsunął się od niej na długość ramion. Spojrzał jej w oczy.
- Nie musiałem czekać. Nie martw się, gazety za chwilę o nas napiszą. Ale... może nie lubię robić tego na oczach wszystkich.
- Nie mów, że jesteś skromny? – Ze śmiechem wymknęła się z jego objęć.
- Może jestem.
Weszła do jedynego pokoju.
- Co to jest? – spytała wyciągając przed siebie rękę.
Wzrok Bohatera spoczął na ogromnym, artystycznym zdjęciu podpisanym nie tak dawno przez samego Niedźwiadka Radło, wokalistę Kamieniarzy.
- To mebel kogoś skromnego?
Na początku nie zrozumiał pytania. Potem spojrzał niżej na biurko z lustrem w kształcie gwiazdy. Zdziwił się jak zawsze, kiedy przypominał sobie o jego istnieniu.
- Jest okropne – stwierdził. – Dostałem je od fana. Potrafisz sobie wyobrazić, że przywiózł mi taki prezent pociągiem? Nie mogłem go posłać w diabły. To nie byłoby w porządku.
- Słodki jesteś. – Pocałowała go szybko, po czym odsunęła się od niego i oparła o kiczowate biurko.
- Skoro już mówiłeś o gazetach... – Jej ton stał się poważny. – To tak, tacy ludzie, jak my, nie mogą się ukryć. Proszono mnie, żebym cię namówiła do wspólnej sesji zdjęciowej. W ten sposób musielibyśmy się oficjalnie przyznać, że jesteśmy parą.
- Nie ma sprawy. – Uśmiechnął się promiennie, pokazując wszystkie krzywe zęby. – Skoro rzeczy formalne mamy już załatwione, możemy przejść do przyjemniejszych.
- Musisz się porządnie postarać, żeby mi udowodnić, że mój tatuś nie miał racji.
- Z czym?
- Po tym, jak mu cię przedstawiłam, spytał, czy wiem, że jesteś gejem.
- Hej, dlaczego miałbym być gejem? – żachnął się Bohater całkiem szczerze. – Naczytał się gazet?
- Może dlatego. – Podeszła do niego i włożyła palec do wnętrza złotego kółka, przeszywającego jego prawe ucho.
Bohater skrzywił się.
- A wiesz – zaśmiała się Róża. – Ja go wcześniej nie zauważyłam.

- To bez sensu – powiedział Zręczny po wysłuchaniu pomysłów Bohatera, co mogliby zmienić, przy nagrywaniu kolejnej płyty.
Ich czwarty krążek, „Kawiarnia Złamanych Serc”, sprzedawał się źle tak w Zimnym Kraju, jak i w Mocarstwie Drugiego Kontynentu, jedynym miejscu, poza ich ojczyzną, gdzie w ogóle chciano go wydać. Krótka trasa koncertowa także nie cieszyła się powodzeniem, mimo że Jedyna wspomogła ich na scenie swoim głosem w chórkach. Nic nie dało nawet sięgnięcie po zupełnie nowe medium. Nakręcili swój pierwszy i do tego wcale nie tani teledysk z udziałem skośnookiej piękności. Ale i on nie pomógł płycie się przebić.
Bohater twierdził, że to wszystko jego wina, że za bardzo poszli w stronę archaicznych już nagrań, które on osobiście bardzo lubił. Niepotrzebnie też grali utwory innych wykonawców. Powinni wrócić do ich wcześniejszego stylu, zagrać ostrzej. Może dodać nieco elektroniki, bo to zaczyna być modne. Miał już przygotowanych kilka demówek w takiej stylistyce.
- Byliśmy wielcy, ale to się skończyło. Powinniśmy zejść ze sceny, póki jeszcze ktoś nas dobrze wspomina i póki jeszcze jesteśmy na tyle młodzi, że damy radę znaleźć sensowną pracę. – W głosie Zręcznego pobrzmiewał gniew. Podawał sensowne argumenty, ale pod ich powierzchnią kipiały całe pokłady złości. Miał dość pracy z Bohaterem, tego jak tamten do wszystkiego się mieszał, o wszystkim chciał decydować i pławił się w chwale, która powinna należeć do nich wszystkich.
- To co mówisz, brzmi mądrze. – Bohater skinął głową. – Ale myślę, że nie powinniśmy poddawać się po pierwszym niepowodzeniu.
- Może i nie – zgodził się Zręczny. – Byliśmy jednak tak wysoko, że teraz możemy być tylko niżej.
Reszta chłopców z zespołu ze smutkiem przysłuchiwała się tej dyskusji. Już od dawna podejrzewali, że koniec Momentu Chwały jest bliski, ale chyba wszyscy myśleli, że to Bohater ostatecznie ich zostawi. Nawet Druhowi przychodziły do głowy takie myśli, mimo tego, co mówił głośno. Bohater od jakiegoś czasu pracował nad swoją drugą płytą solową, nie poświęcając im zbyt wiele uwagi. Musieli czekać i nie podobało im się to. Nigdy jednak nie podejrzewali, że sprawy przybiorą taki obrót.
- W każdym razie ja nie zamierzam już brać w tym udziału. Odchodzę.
To było jak cios. Zręczny postanowił ich zostawić. Nie było więc już Momentu Chwały. Umawiali się, że prawo do używania nazwy będą mieli tylko wszyscy razem.

Jedyna wciąż nie potrafiła uwierzyć, że wszystko, co się dzieje, dzieje się naprawdę. Elegancko ubrana, z Wracającym u boku, znalazła się na najważniejszej muzycznej gali. W tym samym miejscu, co takie gwiazdy jak Piękna z Rybek, Postrzelona, czy Pierwsza. I to nie był sen! Ona, dziewczyna z prowincji, była tam naprawdę.
- Teraz słuchaj uważnie – wyszeptał Wracający wprost do jej ucha.
Wyczytywano właśnie zdobywców nagród. Nie mogła być wśród nich, ale tak, to była chwila, kiedy należało słuchać i bić brawo tym wszystkim wspaniałym, utalentowanym ludziom.
- Piosenkarką roku zostaje... Jedyna Tradycyjna!
- Co? – spytała Wracającego. Niczego mądrzejszego nie była w stanie powiedzieć.
- Wygrałaś, kochanie. Gratuluję. Idź. Odbierz nagrodę.
- Ja?! – Uniosła dłoń do twarzy. W oczach stanęły jej łzy. – Naprawdę?

Powrót do pierwszej strony
www.kejti.pl ... Nie zapomnij zajrzeć tu za miesiąc ...