Kejti's Factory - Opowiadanie




"Nie chcesz tego wiedzieć"

6. Na dnie


Copyright ©   Kejti - Katarzyna Kwiecińska


Kelner dopiero postawił przed Różą kawę, kiedy zjawił się Bohater. Nauczyła się już radzić sobie z jego spóźnieniami. Sama, z premedytacją, przychodziła przynajmniej trzydzieści minut po czasie, dzięki czemu nie musiała na niego długo czekać.
- Cześć. – Pocałował ją, po czym ciężko opadł na krzesło po przeciwnej stronie okrągłego stolika.
- Cześć. Co ci zamówić?
- Nic. – Skrzywił się. – Nie mam kasy na kawę.
- Czego nie masz? – Przyglądała mu się szeroko rozwartymi oczami. Nie wierzyła mu? A może tylko upewniała się, czy dobrze go zrozumiała?
- Jest źle. – Westchnął. – Gorzej niż myślałem. Udało mi się sprzedać dwie gitary i to paskudne biurko...
- Sprzedać?
- W komisie. Zapłaciłem zaległe rachunki za mieszkanie. Ale nie mam z czego żyć. Chyba muszę wrócić do matki. Albo znajdę jakąś robotę...
Przez chwilę milczała patrząc na niego trochę zaskoczona, ale bardziej poruszona.
Jego druga solowa płyta, „Migawki”, tak jak pierwsza, miała dobre recenzje, ale się nie sprzedawała. Nie tak dawno siedzący przed nią chłopak, który teraz skubał dolną wargę, był gwiazdorem. Młode dziewczyny darły się i płakały na jego widok. Trzy lata temu cały kraj szalał na jego punkcie. I jeszcze potem, kiedy się poznali, wciąż cieszył się splendorem gwiazdy. A teraz myślał o szukaniu pracy. Czy w ogóle cokolwiek potrafił? Był inteligentny, więc pewnie wielu rzeczy mógł się jeszcze nauczyć. Ale czy naprawdę był w stanie zrezygnować z muzyki? Sprzedał gitary, a gitary były jego wielką miłością. To był gest zrozpaczonego człowieka, ale jeszcze nie ostateczne złożenie broni. Chyba.
- Zamówię ci kawę i zapłacę za nią – zadecydowała. – A teraz posłuchaj. Jesteśmy parą już dość długo. Nie będzie w tym nic dziwnego, jeśli zamieszkamy razem. Możesz więc na razie wprowadzić się do mnie.
- Ale... – Chyba chciał powiedzieć coś na temat męskiej dumy, ale to nie były słowa, które mogłyby do niego pasować i sam to zrozumiał, zanim jeszcze Róża powiedziała:
- Nie wygłupiaj się. Potem się zobaczy, co będzie. Może niedługo napiszesz kolejny hit. A potem zarobisz na dom dla nas.
Dom nad morzem. To było jego marzenie. Teraz zupełnie nierealne.
Następnego dnia sprowadził się do jej obszernego apartamentu z widokiem na rzekę i cumujące przed zamkiem smukłe żaglowce. Nie miał wiele: ciuchy, gitary, płyty i stary, zielony samochód.

Jedyna z trudem powstrzymywała łzy, gdy potężnym, wzbijającym się ku niebu głosem, śpiewała „Ku nieznanym morzom”. Choć drzemiąca w niej mała dziewczynka, chciała zwinąć się w kłębek i płakać, wiedziała, że musi udźwignąć zadanie, jakie jej powierzono.
Została zaproszona do specjalnego wydania programu „Witaj, Zimny Kraju”, żeby swoim śpiewem uczcić śmierć Wojownika Drzewo. To co się wydarzyło, było tak straszne, że aż nie mieściło się w głowie. Namiestnik został zastrzelony wieczorem, niedaleko swojego domu, kiedy razem z żoną wracali z kina. Takie rzeczy na świecie się zdarzały. Ale nie u nich, nie w Zimnym Kraju, gdzie nawet król chodził po ulicach bez ochrony. Zawsze szczycili się, że są spokojniejsi i rozsądniejsi, niż reszta ludzkości, ale może wcale tacy nie byli.
Jedyna dowiedziała się o wszystkim po pierwszym koncercie swojej pierwszej solowej trasy. Wtedy się rozpłakała. Pamiętała jeszcze, jak wielkie podniecenie czuła, gdy przed laty namiestnik uścisnął jej rękę. To był ktoś. To był mężczyzna z klasą, obrońca słabych. Jej rodzice nigdy nie opływali w gotówkę, a ona przez lata była bezrobotna. Doskonale wiedziała, że żyłoby im się znacznie gorzej, gdyby nie reformy wprowadzone właśnie przez Wojownika Drzewo.
- Niech cię otchłań pochłonie, czerwona suko! – krzyknął ktoś w słuchającym jej tłumie.
Czerwień stanowiła symbol proludowych reform. A więc mieszkańcy Zimnego Kraju naprawdę nie byli lepsi, niż inny! Mimo tej konkluzji zdołała się nie rozpłakać.

Bohater siedział sam w tanim pokoju hotelowym w Mieście Blichtru w Ważnym Kraju i brzdąkał na gitarze. Nie wiedział jednak, po co to jeszcze robił.
Na piosenkarza się nie nadawał. Wiele razy słyszał, że nie umie śpiewać i musiał się z tym zgodzić. Nie był też wirtuozem. Mógłby pisań piosenki dla innych, albo zostać producentem. Pewnie dałoby się z tego utrzymać. Ale... Jakoś nikt nie chciał jego piosenek.
Wciąż miał studio. Razem z Druhem wyprodukowali wiele demówek. Rozesłali je niemal po całym świecie. Tylko kilka z nich ktoś kupił i to do tego nikt ważny.
Choć oczywiście były momenty, kiedy myślał, że szczęście znów się do niego uśmiecha. Raz spotkał się w restauracji z Inną Ptasią, wielką gwiazdą Mocarstwa Pierwszego Kontynentu. Ktoś taki, jak ona, zdobył się na podróż do Zimnego Kraju w poszukiwaniu nowych współpracowników. Potraktowała go naprawdę poważnie. Ale w końcu nic z tego nie wyszło. Nie był dość dobry. Tak to odebrał. Nie potrafił spojrzeć na sprawę obiektywnie i zrozumieć, że po prostu do siebie nie pasowali.
Zdarzało się też, że różni artyści zamawiali u niego teksty piosenek. W pisaniu był najlepszy. Ale pisanie dla innych było trudne i niezbyt przyjemne. Nawet sukcesy w tej dziedzinie niezbyt go cieszyły. Gdy na Festiwalu Melodii wymyślono, żeby po nagrodę za najlepszy utwór wyszedł nie tylko wykonawca, ale także jego autorzy, czuł się tym upokorzony. Owszem, stał na scenie, ale nie miał nawet nic sensownego do powiedzenia. A najgorsze było to, że nikt tego od niego oczekiwał.
Rolę producenta zaproponowano mu raz. Jednak do podpisania kontraktu nie doszło. Zażądał za dużej gaży. Tak było lepiej, niż przyznać się wprost, że musiałby się tego dopiero nauczyć. Zresztą... Czy on naprawdę chciałby tak pracować? Chyba nie. Równie dobrze mógłby wrócić do warzywniaka, albo nauczyć się projektować meble. To w końcu też jakiś rodzaj twórczości. Ale nie, nie chciał robić żadnej z tych rzeczy. Chciał urzeczywistniać swoje sny, pisać piosenki i być gwiazdą muzyki rozrywkowej. Był zupełnym głupcem.
Przyjechał do Miasta Blichtru za pieniądze Róży. Miała tu sesję zdjęciową. Pracowała i zarabiała. On pisał swoje nikomu niepotrzebne piosenki.
Może powinienem się zabić – przebiegło mu przez głowę. – Owszem, chciałem odpocząć. Miałem czasem dość tras koncertowych, kręcących się wszędzie fanów i reporterów, ale żeby tak nigdy już tego nie zaznać? Tak nie da się żyć!
Wracający powiedział mu, że muszą zakończyć współpracę.
- Już nie wiem, czy to, co piszesz, jest dobre, czy złe. Wydaje mi się, że wszystko, co mi puszczasz, napisałeś kiedyś dawno i słuchałem tego milion razy. Może problem polega na tym, że nie wierzę, że mógłbyś być kimś innym, niż tylko chłopcem z Momentu Chwały.
Co mógł na to odpowiedzieć? Może tak naprawdę było?
Musiał przecież przyznać, że Wracający z początku naprawdę mu pomagał. Kiedy wszyscy zgodnie uznali, że jego czas minął i przestano zapraszać go na jakiekolwiek gale, on jeszcze prosił go o współpracę. Bohater i Druh byli w trasie razem z Wracającym i Jedyną jako Fascynujące Sery, grając akustyczne wersje utworów Momentu Chwały i wykonywanych wcześniej przez Wracającego, a także nowe kompozycje Bohatera. Ale jakoś nie podobali się razem publiczności.
Chyba tylko jego doradca finansowy, Pierwszy, jeszcze w niego wierzył.
- Nie martw się – powiedział. – Jeszcze będziesz kiedyś sławny. Jesteś inteligentnym, kreatywnym człowiekiem. Musi ci się udać.
Tłumaczył mu też, że jego sytuacja materialna niedługo zacznie wyglądać lepiej. Był kompozytorem i autorem tekstów prawie wszystkich utworów Momentu Chwały i pieniądze za tantiemy będą musiały kiedyś znowu zacząć spływać do jego kieszeni. Oby. Jakby nie było, chciał więcej.

Róża otworzyła drzwi i zatrzymała się w progu. Słyszała, że Bohater gra coś zupełnie nowego i nie chciała mu przeszkadzać. Zdjęła płaszcz i buty najciszej, jak tylko mogła. A potem na palcach podeszła do drzwi pokoju. Zobaczyła jego szerokie plecy. Pochylał się nad gitarą. Włosy miał w nieładzie.
Dlaczego przyciągnęła go tu ze sobą? Chciała, żeby poczuł się lepiej, żeby na moment zapomniał, o tym, że ostatnio nic nie szło po jego myśli.
Ale dlaczego w ogóle się nim zajmowała? Dlaczego z nim była? Bohater był nieudacznikiem. Chłopcem, który nie chciał dorosnąć, który marzył, choć wiedział, że marzeń nie da się spełnić. Ale chyba za to właśnie go kochała, za to, że był inny, niż wszyscy. Bo kochała go, tego była pewna.
Przestał grać. Wyprostował się. Obejrzał.
- Już wróciłaś?
- Już? – Uśmiechnęła się. – Nie było mnie cały dzień. Pora wyjść coś zjeść.
Bohater odłożył gitarę na łóżko.
- Muszę się ogarnąć – powiedział lekko zmieszany.
- Oczywiście.
Wstał i ruszył w stronę łazienki.
- Co grałeś? – spytała, jakby od niechcenia.
Zatrzymał się.
- Napisałem to dzisiaj. Roboczo zatytułowałem ten utwór „Czarne Szkło”.
- Brzmi nieźle. Chyba nadaje się na przebój.
- Oby.

- Podobno powiedziałeś, że nie będziesz już produkować płyt Bohatera. – Jedyna musiała się upewnić, czy przyjaciel nie wprowadzał jej w błąd.
Wracający spojrzał na nią z wyrzutem. Dopiero co przyszedł do studia i to na pewno nie było to, o czym chciał rozmawiać.
- Jakie to ma znaczenie, kochanie? – spytał. Wciąż tak ją nazywał, choć ich wzajemne stosunki nie były już tak gorące, jak kiedyś.
- No… - zająknęła się. – Wiesz, chciałabym, żeby Bohaterowi powodziło się jak najlepiej. A on ma ostatnio sporo problemów. Jesteśmy w końcu przyjaciółmi, więc to zrozumiałe.
- Kochanie – Wracający uśmiechnął się z pobłażaniem – Bohater jest skończony. Świat rozrywki jest okrutny. Trzeba nauczyć się zostawiać ludzi po drodze.

Siedzieli w małej restauracyjce: Róża, Bohater i dwoje jej znajomych. Ostatnio Bohater znacznie bardziej wolał spędzać czas ze znajomymi Róży, niż ze swoimi. Owszem, nie było chyba człowieka, który nie wiedział, kim kiedyś był. Ale ci bliżsi wiedzieli to znacznie lepiej. Wiedzieli, jak kiedyś żył i na co było go stać. Nieraz już zdarzyło mu się słyszeć kąśliwe uwagi. Zwłaszcza, gdy chciał pożyczyć kasę. Albo gdy wyruszał gdzieś autobusem, bo brakowało mu na benzynę.
- Czy mogę prosić autograf?
Jak dawno tego nie słyszał?
Zaskoczony spojrzał w bok. Zobaczył bardzo speszoną, skośnooką nastolatkę, walczącą z wypływającym jej na twarz rozanielonym uśmiechem.
- Oczywiście – odpowiedział biorąc od niej notesik.
- Ty jesteś Cytrus?
Róża z trudem powstrzymała wybuch śmiechu. Jej znajomym się to jednak nie udało.
Na policzki Bohatera wypłynął rumieniec zakłopotania.
Cytrus był wokalistą z Ważnej Wyspy. Ostatnimi czasy zasłynął piosenką do ekranizacji książki dla dzieci, która dzięki całkiem niezłym efektom specjalnym i niebanalnemu, choć do bólu oklepanemu przesłaniu, zrobiła furorę na całym świecie. Z Bohaterem miał tyle wspólnego, że obaj stawiali pół długie włosy na lakier do góry.
- Nie jestem Cytrusem – powiedział Bohater, próbując zachować zimną krew. - Ale też jestem sławny.
Oddał dziewczynie notesik ze swoim autografem, a ta dygnęła, wybełkotała coś, z miną jeszcze głupszą, niż on i czym prędzej się wycofała.
Koleżanka Róży wciąż jeszcze chichotała. Jej chłopak spojrzał na Bohatera.
- Myślisz, że kiedyś będziesz tak sławny, jak on?
- Mam nadzieję – skłamał.

Nie tylko Pierwszy w niego wierzył. Niecodzienny Zręcznoręki także. Dlatego Bohater jeszcze raz pojechał do stolicy zaprezentować mu swoje taśmy z nagraniami demo.
- To naprawdę mógłby być przebój – stwierdził Kudłaty Ciemny, jeden ze współpracowników Niecodziennego, po wysłuchaniu „Czarnego Szkła”. – Ale ta piosenka chyba najlepiej brzmiałaby śpiewana przez kobietę.
- Albo przez duet. Mógłbyś zaśpiewać ją z Jedyną – podsunął Niecodzienny. – Czy nie chcieliście kiedyś nagrać czegoś razem?
Bohater potarł dłonią brodę. Tak, nie raz o tym rozmawiali. Dla niego to było marzenie, coś, co mogłoby się urzeczywistnić. Jedyna lubiła o tym słuchać, ale nie wierzyła, by to było realne. A teraz... Wszyscy znali jej twarz i jej głos. Pisały o niej gazety, radio bez przerwy puszczało jej piosenki, a i w programach telewizyjnych nierzadko się pojawiała. Teraz to ona była kimś, a on był skończony. Czemu jeszcze miałaby chcieć z nim śpiewać? I... To mogłoby nie być dla niej bezpieczne. Mógłby pociągnąć ją za sobą na dno.
- Chyba już na to za późno – powiedział ze smutkiem. – Mógłbym jej tym zaszkodzić.
- Może tak, może nie. To murowany hit – stwierdził Kudłaty.
- Ale nie w jej stylu.
- Przemyśl to jednak.

- Dzień dobry. Nazywam się Bohater Tułacz i chciałem zapytać, czy Bohaterka przesłuchała już moją taśmę? – Jeszcze parę lat, a nawet tylko parę miesięcy wcześniej, rozmówca zmiękłby słysząc jego nazwisko. Teraz nikogo nie obchodził. Nikogo też nie obchodziły jego umiejętności. Które przecież miał. Kiedy Moment Chwały jeszcze istniał, jego kompozycję spośród setek innych wybrała sama Piękna, która kiedyś śpiewała z Rybkami. Teraz był zwykłym petentem. Nie mógł być jednak zły. Wiedział, jak jest. Tylko, że samo wydawnictwo Bohaterki prosiło go, żeby coś dla niej napisał. Czy o tym zapomnieli?
- Nie miała jeszcze czasu, żeby się zastanowić, ale po pierwszym przesłuchaniu stwierdziła, że raczej nie nagra „Czarnego Szkła” – odpowiedział zimny męski głos. – Nie podoba jej się.
- Trudno. – Co innego mógł powiedzieć?

- Tak, to naprawdę dobra piosenka. – Stwierdziła Jedyna ściągając wargi po wysłuchaniu jego taśmy. – Ale...
Było ale. Bohater wiedział, że tak będzie.
- To nie jest utwór dla mnie. Jest zbyt w klimatach muzyki popularnej. – Westchnęła. – Wiele razy mówiłam, że nie pasuje mi to, co piszesz.
- Tak. – Skinął głową.
Jedyna w końcu znalazła swój styl. Jej druga płyta zawierała głównie utwory, które sama skomponowała, stonowane piosenki o uczuciach, o wietrze i morzu. Jedyna wyśpiewywała swoją duszę, a to pasowało ludziom z Zimnego Kraju. Nie jeden czuł dokładnie to, co ona, choć nie umiał ubrać tego w tak piękne słowa.
- A gdybyśmy zaśpiewali to razem? – Podniósł głowę i spojrzał na nią. Jego ogromne oczy płonęły z podniecenia. – Gdybym napisał do tego teks w języku Ważnej Wyspy? Może moglibyśmy spróbować podbić tym świat?
Jedyna zagryzła wargi. Nie raz o tym mówili. To były marzenia, nierealne plany, może tylko żarty. Czy mogło im się udać? Czy mogłoby coś wyjść ze współpracy z kolesiem, który w branży muzycznej był już skończonym? W jej głowie brzmiały słowa Wracającego: „Trzeba nauczyć się zostawiać ludzi po drodze”.
Wracający był zimny i wyrachowany, niewiele wiedział o ludzkich uczuciach. To chyba dlatego im ze sobą nie wyszło. Tak teraz go oceniała, choć jeszcze niedawno opisywała go w samych superlatywach. Nie umiała spojrzeć na Wracającego obiektywnie, niezależnie od tego, czy rozważanie dotyczyło jej uczuć, czy spraw Bohatera. Pomagał mu przecież tak długo, jak uważał, że ma to sens. W tym momencie jednak tego nie pamiętała.
- W porządku – powiedziała. – Zaśpiewam z tobą. Ale wydamy to tylko za granicą.
Bardzo liczył, że Jedyna się zgodzi, ale kiedy już to zrobiła, poczuł, że go zaskoczyła. Zrozumiał, że bardzo dużo od niej wymagał. Być może więcej, niż sam byłby w stanie dla kogoś zrobić.

Sprawy potoczyły się inaczej, niż Jedyna tego chciała. Właściwie, chyba nie było się co łudzić, że tym razem, z niewiadomych przyczyn, zdarzy się cud.
- Widzisz, mamo, nie wiem co robić. – Jedyna, jak zwykle, gdy miała problem, zawisła na telefonie po kolei wyżalając się rodzinie i znajomym. – Pamiętasz, mówiłam ci, że mam wydać z Bohaterem singla za granicą? Problem w tym, że nikt nie chce nagrania nieznanego zespołu. – Z braku innych pomysłów nazwali się Supernowa, była to dobra nazwa i prawie nieużywana. – W WMFF zaproponowali nam, żebyśmy wydali go jednak u nas. To naprawdę dobra piosenka i naprawdę może być hitem. Ale ja się boję. Bohater powiedział co prawda, że nie musimy umieszczać na singlu naszych zdjęć, ani podpisywać go naszymi nazwiskami, tylko nazwą zespołu. Mówił, że jeśli to nie wypali, nie musimy się do tej płyty w ogóle przyznawać. Ale ja myślę, że ludzie poznają nasze głosy. I boję się – powtórzyła to już któryś raz.
- Córeczko, ja się na tym zupełnie nie znam.
- Wiem. Ale... Ty wiesz, co jest w życiu ważne.
- A czy w tej sprawie jest ważne jeszcze coś, oprócz twojej kariery?
- Chyba właśnie jest. – Jedyna milczała przez chwilę. – Gdyby chodziło o kogoś obcego, odmówiłabym bez wahania. Bohater może pociągnąć mnie w dół. Wiele osób już mnie przed tym ostrzegało. I jestem przekonana, że mają rację. Tylko, że to chodzi o niego.
- Kochasz go? – spytała matka rzeczowo.
Jedyną na moment zatkało.
- Ależ nie – zaprotestowała. – Mamo... Co za pomysł! To mój przyjaciel. Wiele razy mi pomógł. Wiele mu zawdzięczam.
- A więc chodzi o wdzięczność?
- Chyba nie. – Jedyna znów przez moment biła się z myślami. – To nie jest tak, że mam wrażenie, że muszę, że powinnam, że mu się to należy. Ja... Boję się, ale chcę to zrobić dla niego. Tak po prostu.
- Wiesz, niektóre rzeczy nie są oczywiste same przez się. Ale ludzie powinni robić to, co wydaje się im słuszne. Najważniejsze, żeby potem nie żałować.
Tak. Jej matka była bardzo mądrą kobietą.

- Ty wiesz, jaką dostałem propozycję z WMFF? – powiedział nagle Jaśniejący, gdy po dniu spędzonym na nartach na lodowcu siedział z przyjacielem przy piwie, grzejąc się w słońcu. Nie był jeszcze stary, ale wysokie czoło sugerowało, że w najbliższym czasie straci potargane loczki. Jego towarzysz, Bohater, przez wszystkich nazywany Bochnem, był przystojnym mężczyzną o długich, ciemnych włosach zebranych w kucyk. – Chcieliby, żebym został producentem tego kolesia, któremu nagrywałem singla.
- Bohatera? – upewnił jego towarzysz.
- Tak. Sądzę, że im odmówię.
- Dlaczego? – zdziwił się Bochen. – Przecież to niezła fucha.
- Ale może ja nie chcę zostać producentem. – Jaśniejący wziął solidny łyk piwa.
- Myślałem, że już wgryzłeś się w to na poważnie.
- Właśnie nie wiem. – Jaśniejący skrzywił się.
- Co więc planujesz?
- Chciałbym mieć więcej czasu dla naszego zespołu.
- No nie. – Bochen potrząsnął głową i wyszczerzył wielkie, równe zęby. – Chłopie, ty chyba nie wiesz, o czym mówisz. Jesteśmy dobrymi muzykami i możemy z tego żyć. Ale jeśli do tej pory nie udało nam się zasłynąć, to gwiazdami już nie zostaniemy. Powinieneś brać tę fuchę i tyle.
- Ale mam produkować właśnie jego? – oburzył się Jaśniejący.
- Koleś był całkiem niezły w czasach Momentu Chwały.
- Na pierwszej płycie – sprecyzował Jaśniejący. – Wtedy mi się wydawało...
- A kto prosił go o teksty, jak się bawił w kompozytora?
- No ja. – Jaśniejący uśmiechnął się z zakłopotaniem. – Ale on nie panuje nad głosem, piszczy i wyje. Kiedy to już nie ma być lamerska muzyka, jest po prostu żałosny.
- Może wokalista z niego żaden – przyznał Bochen. - Ale to przede wszystkim kompozytor. Przecież to wiesz. Wszystko, co grał Moment Chwały, było Bohatera. Jeśli się za niego weźmiesz, a znasz się na rzeczy, może wyciśniesz z niego jeszcze naprawdę dobre piosenki.
- Mówisz? – Jaśniejący zamyślił się.
- Przecież sam ich kiedyś słuchałeś – przypomniał Bochen.
- On co prawda chciał teraz automat perkusyjny, ale... Wszedłbyś w ten projekt jako perkusista?
- Teraz to gadasz z sensem – rozpromienił się Bochen. – Oczywiście, że bym wszedł.
- Moglibyśmy też wziąć Wieloryba.
- To będzie już prawie jak nasz zespół. – Bochen zaśmiał się radośnie.

Piosenka Supernowej okazała się przebojem i to nie tylko dlatego, że na prośbę Bohatera głosowali na nią wszyscy znajomi i rodzina. Była po prostu dobra, choć nie wszystko odbyło się po jego myśli. Chciał nagrać coś naprawdę nowoczesnego i zastąpić żywych muzyków elektronicznymi sprzętami. Na to nie zgodził się Jaśniejący. Przy dyskusji o żywych muzykach, znów mieli inne zdania. Bohater chciał w projekt wkręcić Druha, Jaśniejący myślał o swoich kumplach. W końcu Bohater musiał ustąpić. Już nie był kimś, kto mógłby stawiać warunki.
Kiedy zaczęli rozmawiać o płycie, sytuacja się powtórzyła i Bohater znów uległ. Chyba był egoistą. Przyszło mu coś takiego do głowy. Czuł się winny wobec Druha, który przecież sporo pracy włożył w nagrywanie wersji demo jego piosenek. Godzinami zamęczał Różę, tłumacząc jej, a tak naprawdę sobie, że nie miał wyboru.
- To się więcej nie powtórzy – obiecał Druhowi obejmując go na powitanie, gdy spotkali się po raz pierwszy od podjęcia decyzji, kto zagra na płycie Supernowej.
W chwilę potem Róża objęła ich obu. Druh nie mógł więc się obrazić, choć faktycznie czuł się zawiedziony. Miał ochotę wygarnąć przyjacielowi:
- Mogłeś mu się postawić! Kurcze, to, że ostatnio ci się nie wiodło, to nie powód, żeby tak podkulać ogon. Cały czas trzymałem twoją stronę. Nagrywałem z tobą te dema, komponowałem, a ty tak mi się odwdzięczasz?!
Jednak żadne z tych słów nie padło. Druh czuł się nieszczęśliwy, jak chyba jeszcze nigdy w życiu, ale smutek w oczach Bohatera i jego gest skutecznie zamknęły mu usta.

Płyta długogrająca, zatytułowana „Cuda namiętności”, którą wypełniły głównie utwory pisane przez Bohatera z myślą o jego trzecim solowym krążku, a także te, które bez powodzenia próbował wcisnąć innym artystom, może nie sprzedawała się oszałamiająco dobrze, ale nie była też klapą. Kiedy podpisywali ją w sklepach muzycznych, nie waliły tłumy, ale nie siedzieli też tam sami patrząc w sufit.
A potem uśmiechnęło się do nich szczęście. Dostali propozycję wzięcia udziału w programie muzycznym Dumnego Kraju. Wszystko zostało przeprowadzone trochę na wariata. Zapytano ich, czy mogą wystąpić za dwa dni! Nie tylko mogli, ale musieli. Po raz pierwszy ktoś chciał ich za granicą. Może dlatego, że większa gwiazda zrezygnowała z występu, ale zawsze.
Na miejscu okazało się, że sprawa nie wygląda tak dobrze, jak by chcieli.
„Róż”, program, w którym mieli wystąpić, był nagrywany z różnych miejsc takich jak parki, hale fabryczne czy ZOO. Im przyszło wystąpić w odcinku realizowanym w szpitalu. Brzmiało to dziwnie, rzeczywistość jednak przerosła ich najśmielsze wyobrażenia.
Co ta kobieta mi zrobiła? – myślała Jedyna przyglądając się w lustrze po spotkaniu z wizażystką. Intensywne, niebieskie cienie na powiekach przeraziły ją. Zresztą, wolała malować się sama.
- Proszę mnie nie dotykać – zaprotestował Bohater, kiedy ta sama kobieta spróbowała go uczesać.
- Ale muszę przecież poprawić panu włosy.
- Nie musi pani. Zrobię to sam. – Bohater mógł wiele poświęcić dla sławy, ale jego włosy były dla niego świętością. Miały wyglądać dokładnie tak, jak on tego chciał.
- Tak nie można.
- Ależ oczywiście, że można!
Jedynej chciało się śmiać.
Mniej do śmiechu było jej, gdy zobaczyła członków Niezmiennego Stanu Rzeczy, udających tylko, że śpiewają i wywijających z pielęgniarkami, gdy ich przebój leciał w tle z taśmy. Pomyślała, że trafili do domu wariatów.
Kiedy przyszła pora ich występu, było jeszcze gorzej. Kazano im usiąść na łóżkach obok ofiar wypadków zbyt poszkodowanych, by mogły wstać.
W umyśle Bohatera ożyło wspomnienie z bardzo dawnych czasów. Przypomniał sobie, jak razem z Głazem grali piosenki ludowe w domach starców i szpitalach. Czyżby to wszystko, co kiedyś osiągnął, nie miało już znaczenia? Znów musiał zaczynać od początku z samego dna?

- Przyniosłam koszulę z prasowania – oznajmiła młoda kobieta, wchodząc do garderoby Jedynej. Jej akcent świadczył, że nie była biegła w posługiwaniu się językiem Ważnej Wyspy.
Znaleźli się w Mieście Blichtru. W ramach promocji płyty mieli wystąpić w telewizyjnej gali.
- Jaką koszulę? – zdziwiła się Jedyna. Jej także posługiwanie się tym językiem przychodziło z trudem.
- Dla Supernowej.
- Ale... – Przez chwilę szukała w umyśle właściwych słów. Nie znalazła. Jednak, dzięki tej przerwie w rozmowie, dotarło do niej, o co chodzi. - A... To koszula Bohatera. On jest w garderobie dla zespołu.
- Nie prasujemy ubrań zespołu. – Młoda kobieta potrząsnęła głową. – To dla Supernowej. Ty jesteś Supernowa.
Jedyna westchnęła głośno. Mimo nalegań ich menadżerki – Jedynej Dzwon nazywanej przez wszystkich Dzwoneczkiem – nie udało im się wytłumaczyć organizatorom gali, że Supernowa to duet i że Bohater także powinien dostać garderobę. Po burzliwej wymianie zdań, musieli się poddać i Bohater poszedł do garderoby dla zespołu. W sprawie koszuli też musiała skapitulować.
- Dobrze. Wezmę ją – oznajmiła wyjmując wieszak z ręki młodej kobiety. – Dziękuję.
Zerknęła jeszcze szybko w lustro. Wyglądała całkiem nieźle. Mogła więc wyjść i zanieść koszulę Bohaterowi. Zostawiła za sobą młodą kobietę z lekko wybałuszonymi oczami.

- Dobrze, że rzadko mnie filmowano – stwierdził Bohater po obejrzeniu teledysku do „Wrażliwej duszy”.
- A co? – spytał Jedyna zaczepnie.
- Doszedłem do wniosku, że kiepsko wyglądam z czerwonymi włosami.
Jedyna parsknęła radośnie. Ostatnio oboje spróbowali się ufarbować na ten sam kolor i zgodnie uznali, że była to pomyłka. Ale przecież naprawdę nie chodziło o włosy. Teledysk był po prostu okropny. Nie mieli na niego ani dużych funduszy, ani czasu. O nic w nim też nie chodziło. Miotali się do muzyki, tak jak i cała orkiestra, którą zagoniono na plan zdjęciowy. Ujęcia były ciemne, a wszystko zalewało czerwone światło. Zawsze jednak mogło być gorzej. W ich pierwszym teledysku, nakręconym w Kraju Mieście, ubrano ich w sztywne stroje ze sztucznej skóry z ogromnymi poduszkami i nałożono na kiczowate czarnobiałe zdjęcie samotnego drzewa. Dało to efekt tak okropny, że sama WMFF, tylko po delikatnych namowach Bohatera, postanowiła zastąpić ten teledysk innym.
Zimny Kraj nie nadążał za zmianami w świecie rozrywki i nowoczesnymi metodami promocji. Dobrze jednak, że wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.

Krążył po scenie ustawionej w ruinach zamku z dawnych, zapomnianych wieków, gdy przez krótki czas ich naród stanowił potęgę trzęsącą sporym kawałkiem kontynentu. Było to klimatyczne miejsce, ze wspaniałą akustyką, a do tego ważne na muzycznej scenie Zimnego Kraju. Powinien więc cieszyć się, że tu gra i że w końcu zaproszono go do udziału w jakimś festiwalu. Ale co on tu właściwie robił?
Przemykał od jednego mikrofonu do drugiego w różnych układach przewidzianych dla chórków. Dlaczego? Bo stanowił część Supernowej. To ze względu na Jedyną go tu zaproszono. Tylko czy stanowili prawdziwy zespół?
Owszem, kiedy nagrywali „Cuda namiętności”, to była naprawdę praca zbiorowa. Jedyna, Jaśniejący i on, każde dołożyło coś od siebie i trochę pociągnęło w swoją stronę. Nikt chyba jednak nie myślał o Supernowej, jak o prawdziwym zespole, a raczej o projekcie, bardzo możliwe, że jednorazowym.
To znaczy, on sam marzył, by zrobić coś więcej, by temu właśnie projektowi się poświęcić. Naprawdę coś z tego mogło być. Nigdy jednak nie powiedział Jedynej „rzuć wszystko i zajmijmy się Supernową na poważnie”. Wiedział, że nie przyjęłaby tego dobrze. Po cichu jednak liczył, że sama na to wpadnie.
W planie koncertu przewidziano, że wykonają jeden wspólny utwór, jeden solowy Jedynej i wezmą udział w śpiewaniu kilku klasyków.
No tak, miał być też jego moment i on teraz nadszedł. Wyszedł na środek sceny sam, ze swoją zupełnie zbędną gitarą. Miał przecież za plecami kompletny, profesjonalny zespół. Dziwnie jednak by się czuł bez instrumentu. Co on by zrobił z rękami?
Podszedł do mikrofonu i zaczął jeden z większych przebojów Momentu Chwały – piosenkę o wakacyjnej miłości. Był już chyba za stary, żeby śpiewać takie rzeczy. Ale nie miał wyboru. Dla równowagi on też miał zaśpiewać coś swojego, nie było jednak niczego stricte jego, co ktokolwiek chciałby usłyszeć.
Z wciąż lekko czerwonymi włosami, w łaciatej marynarce z poduszkami jakoś nie pasował do reszty, naprawdę sławnych wykonawców gibających się teraz za jego plecami. Ubrał się jak pajac. Był inny. Był skończony. Tylko on tutaj odcinał kupony od czegoś, co już dawno temu przebrzmiało. Powinien zrozumieć to wcześniej.
Przy nagrywaniu „Cudów namiętności” Jaśniejący kazał mu śpiewać niżej, niż zwykle to robił. Tak, musiał przyznać, że brzmiało to dużo lepiej. Ale to nie był on. Jego nikt już nie chciałby słuchać.

Byli w trasie z dwoma innymi zespołami. Ludzie przychodzili na koncerty i nie wychodzili, gdy zaczynali grać, a byli zawsze ostatni. Publiczność może nawet dobrze się bawiła, choć czasem wyglądała na lekko skonsternowaną, jakby nie wiedziała, kto dla nich gra. Może naprawdę nie wiedziała?
Nikt specjalnie się nimi nie interesował. Zagraniczne wydawnictwa wciąż nie chciały słyszeć o Supernowej, choć ich menedżerce udało się ściągnąć na występy parę grubych ryb. Widownia także lepiej przyjmowała poprzedników. Mieli za mało piosenek, a na scenie brakowało im pewności siebie.
A przecież... Bohater umiał kiedyś panować nad tłumem. Gdy śpiewał z Momentem Chwały wszystko było tak, jak powinno, potrafił doprowadzić publiczność do ekstazy. Potrafił, mimo, że zżerała go trema i śpiewał gorzej, niż w tej chwili. Brakowało mu obycia, dlaczego to więc wychodziło? Czy za sprawą pchającej go w przód wiary w cuda? Teraz, wciąż marzył o sławie, wciąż o nią walczył, ale już chyba w nią nie wierzył. A Jedyna? Co jej przeszkadzało błyszczeć tak, jak potrafiła w swoim repertuarze? Może jeszcze nie zgrali się ze sobą? Może brakowało im tylko doświadczenia w byciu duetem? Może miało być lepiej, kiedyś, w przyszłości?
Był późny wieczór, kolejne miasto. Siedzieli w pokoju hotelowym Wieloryba, pijąc wino z plastikowych kubków. Mężczyzna z rudym kucykiem wyglądał na starszego, niż był w istocie. To Jaśniejący uparł się, żeby wziął udział w pracy nad płytą. I słusznie zrobił. Wieloryb okazał się perfekcyjnym gitarzystą i miłym człowiekiem. Teraz chyba wszyscy żałowali, że w czasie trasy grał z występującymi przed Supernową Trębaczami.
- Musimy coś zrobić, żeby zwrócono na nas uwagę – głośno myślał Bohater.
- Może wystarczy, żebyście zmienili kolejność piosenek – zaproponował Wieloryb. – Dobrze by było, żebyście zaczynali od hitu, żeby publiczność wiedziała, kim jesteście.
- Może i tak. – Bohater oparł brodę na dłoni i przez chwilę nad czymś dumał. – Ale na końcu też wypada mieć przebój – dodał po chwili.
- A my mamy tylko jeden – przypomniała mu Jedyna.
- Tak nie powinna wyglądać trasa - rzucił Bohater prostując się gwałtownie. Jego oczy zapłonęły nagle, jakby znalazł rozwiązanie wszystkich ich problemów. - Powinniśmy wywołać skandal. Wtedy zrobi się wokół nas głośno.
- Wyrzućcie telewizor przez okno – palnął Wieloryb.
- No to już! – Bohater poderwał się z miejsca i chciał pochwycić w objęcia telewizor Wieloryba, gdy ten zapytał:
- Ale czemu mój?
- A czemu nie? – Bohater zmarszczył czoło.
- Tchórz – wycedziła przez zęby Jedyna. - Przecież to wszystko jedno, czyj telewizor wyrzucimy i tak problem będziemy mieć wszyscy. - Mówiąc to podniosła się z miejsca i stała teraz z jedną ręką opartą na biodrze, w drugiej trzymała kubek z winem. Półdługie, tlenione włosy, spalone trwałą, spadały jej na ramiona. Alkohol ubarwił twarz lekkim różem. Zbyt potężna dolna szczęka powędrowała dalej do przodu, niż zwykle. – Dawaj, Bohaterze, ten telewizor. To był jego pomysł i jego wyleci.
- A może twój, co?! – Wieloryb też wstał. – Ja nawet z wami nie gram!
- Może być Jedynej! – Bohater po prostu chciał działać. – Ale idziesz z nami – spojrzał na Wieloryba. – Jakby nie było realizujemy twój pomysł.
Popędzili więc przez hotelowy korytarz do pokoju Jedynej. Oczywiście, zabrali z sobą wino. Młoda kobieta szybko otworzyła drzwi i weszła do środka, zapalając światło. Wtedy ujrzeli jej telewizor. Mały odbiornik przycupnięty na stoliku wyglądał, jakby chciał się przed nimi ukryć, skulony i bezbronny. Jedyną obleciał strach.
- Ten telewizor jest za mały – powiedziała. – Powinniśmy wyrzucić większy. Tego przecież nikt nie zauważy.
- Bohater ma największy telewizor – powiedział tonem odkrywcy Wieloryb i oboje z Jedyną zachichotali.
- A pewnie! Mam to zastrzeżone w kontrakcie!
- Wyrzućmy zatem telewizor Bohatera – postawiła kropkę nad i Jedyna.
- Może być! – Machnął ręką. Potrzebował skandalu, i będzie miał skandal.
Pobiegli czym prędzej do jego pokoju. Tak, ten odbiornik naprawdę był duży, kineskop miał jak pół szafy. Nadawał się do spuszczenia na ulicę.
- Wyrzucamy przez otwarte, czy zamknięte okno? – zapytał Wieloryb.
- Przez zamknięte – zaproponował Bohater.
- Czy wy jesteście chorzy? – rzuciła gniewnie Jedyna. – Oczywiście, że przez otwarte. Chcecie mieć jeszcze więcej problemów?
Zgodzili się z nią i otworzyli okno. Potem podeszli do telewizora, Bohater z jednej, a Wieloryb z drugiej strony. Podnieśli odbiornik na parę centymetrów w górę i tak już zostali.
Bohater nawet nie drgnął. Zaczął się zastanawiać, czy naprawdę jest taki, jak ci, którzy wyrzucają telewizory. Czy chce taki być? Co innego mógł zrobić, żeby było o nim głośno? Nie wiedział. Godził się nawet z możliwością, że nie tylko nie zna takiego sposobu, ale że on po prostu nie istnieje. Może nie był dość dobry. Lub nie miał dość szczęścia.
Podjął decyzję. Kariera to jedna sprawa, drugą jest to, że był, kim był. Nikim innym nie chciał i nie mógł być. Opuścił telewizor. Wieloryb zrobił to samo, mało nie przygniatając sobie palców. Pytająco spojrzał na Bohatera, a ten położył rękę na krzyżu i oznajmił:
- Wiecie, ten telewizor jest za ciężki.
Jedyna odwróciła się w stronę okna. Już się nie śmiała. Posmutniała nagle, bo i ona zrozumiała, że żaden telewizor im nie pomoże. Wystawiła za parapet rękę z plastikowym kubkiem. Wzięła go w dwa palce, przechyliła w lewo, a potem w prawo, przelewając po dnie resztkę wina. Stwierdziła, że wypiła już wystarczająco dużo. Nagle wypuściła kubek z ręki. Poleciał w dół, ginąc w mroku, a ona stała wpatrzona w obraz wilgotnego miasta, rozświetlonego neonami odbijającymi się w kałużach.
Bohater podszedł do niej. Nie powiedział niczego. Po prostu stał obok. Również wystawił swój kubek za parapet i spuścił go w dół. Wieloryb poszedł za ich przykładem.
– Uh! – rzucił Bohater. – To mieliśmy akcję.
Jedyna roześmiała się krótko i nerwowym ruchem odgarnęła włosy z twarzy. Potem dalej stali bez ruchu. Za plecami mieli jasny pokój i ogromny, złowrogi telewizor, przed sobą uśpione miasto. Nikt ich nie zauważył. Niczego nie osiągnęli. Może tylko wypłoszyli parę kotów. Chłodny wiatr uderzał w ich twarze, rozwiewał włosy, przynosił zapach wilgoci i rozlanego wina. W sercach pojawił się lęk.

Okrągły Krótki uśmiechnął się pod nosem. Miło było być obserwowanym przez tak piękną kobietą, jak Róża. Podejrzewał dlaczego mu się przyglądała. Doskonale wiedziała kim był. A on wiedział, kim ona była. Ktoś taki jak Róża, nie nadawał się na szpiega, dlatego cała sytuacja bawiła go jeszcze bardziej.
WMFF ściągnęła go do Zimnego Kraju do Miasta Tuńczyków, żeby zobaczył Supernową na żywo, i się zastanowił, czy warto ich nagrania puścić na zachodnią część Pierwszego Kontynentu. Jakoś nie wierzył, że może usłyszeć coś naprawdę dobrego. Poprawnie grających zespołów była cała masa. Ale te naprawdę dobre spotykało się raz na kilka lat. Dlaczego to miałoby być akurat teraz? Zwłaszcza, że Bohater był już trochę przechodzonym, byłym idolem.
To zapewne on kazał swojej dziewczynie obserwować Krótkiego i z jego zachowania wyczytać, co myśli o występie.
Supernowa była naprawdę świetna. Gdyby jakoś sensowniej się ubrali, mogliby się pokazać na światowych scenach. Trzeba będzie o nich pamiętać.
Okrągły uniósł głowę i przesłał Róży uśmiech. Niech wie, że jest dobrze. Jedyna i Bohater mogą być z siebie dumni, są profesjonalnymi artystami.
Kobieta chyba się zaczerwieniła. Ona? Taka znana piękność? Okrągły był w coraz lepszym nastroju.

Jedyna stała za mikrofonem w studiu nagrań. Jej potężny głos wypełniał pomieszczenie. Wracający zapewne był zadowolony z tego, co słyszał. Znowu był jej producentem, choć po tym, jak mu się postawiła i choć jej odradzał, wzięła udział w projekcie Bohatera, trochę się na nią boczył. Usłyszała nawet plotkę, że sam też chciał nagrać z nią płytę w języku Ważnej Wyspy. Nie zdążył i dlatego tak denerwowało go to, co zrobiła. Ale teraz te sprawy należały do przeszłości. Pracowała nad trzecią solową płytą. Dlaczego z nim? Dlaczego w ogóle?
- Plan był inny, ale nie poszło nam źle – podsumował ich wspólną przygodę Bohater. – Może z następną płytą uda się w końcu zaistnieć na rynku międzynarodowym.
- Może, ale... Teraz musisz trochę na mnie poczekać.
Jego ogromne, brązowo-zielone oczy patrzyły na nią z żalem.
- Mam swoją publiczność i znowu chciałabym zrobić coś dla nich.
Bohater nie lubił czekać, ale nie miał wyboru.
A ona? O co jej chodziło? Czy chciała trochę pograć na jego uczuciach? Czy naprawdę odczuwała potrzebę zrobienia czegoś na własną rękę? A może po prostu bała się poświęcić jego wizjom? Mogła się w nich zatracić. Mogły okazać się zbyt wielkie.
Kiedy ich wspólna płyta osiągnęła status złotej, piszczała z radości powtarzając „udało nam się”, a na twarzy Bohatera wykwitł promienny uśmiech.
- Dziś podbiliśmy Zimny Kraj, jutro podbijemy cały świat – zapewnił. – Jesteśmy przecież najlepsi.
Objął ją wtedy. Przytuliła twarz do jego ramienia. Czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się przy każdym oddechu. Dobrze było dzielić z kimś chwilę tryumfu, z kimś kto niczego nie oczekiwał, poza tym, że za mikrofonem da z siebie wszystko. A jednak nie była jeszcze gotowa, żeby na poważnie wziąć udział w wymyślonym przez niego projekcie.
I teraz była w studiu z Wracającym. Nagrywała piosenki o rozstaniach. Już od dawna nie byli parą. A ona miała za sobą także epizod z perkusistą Bohaterem Zręcznorękim. Teraz czuła, że jej relacja z Wracającym jako producentem także się wypalała. Mogli nagrać jeszcze tę jedną płytę, ale już więcej nie byli w stanie sobie dać. Więc może powinna na poważnie pomyśleć o Supernowej? Może powinna.
Po jej twarzy płynęły łzy. Śpiewała o stracie i myślała o ojcu, który już nigdy nie usłyszy jej głosu i nie zobaczy, kim się stała. Dlaczego teraz o tym myślała, choć od jego śmierci minęło już parę lat? Chyba dopiero teraz rozumiała, ile w życiu przeszedł.
Sama nie miała wspomnień z gospodarstwa, które ojciec stracił. Brat opowiadał jednak kiedyś, jak było mu smutno, kiedy zabierano im krowy. A Akuratna pamiętała stuk młotka, w czasie licytacji ich rzeczy. Stracić wszystko, to już był spory cios. Ale Romantyk zdołał raz jeszcze zacząć od początku. Tylko, że potem zginęła Szalona.
Jedyna wiedziała już, że dorośli nie zawsze są tak mądrzy i silni, jak według dzieci być powinni. Sama zupełnie się teraz pogubiła, a przecież miała więcej szczęścia, niż ojciec.
Powinna wziąć się w garść. Powinna zaplanować swoją przyszłość.

Niecodzienny Zręcznoręki słuchał nagrań demo Bohatera ze zmarszczonym czołem i ściągniętymi ustami.
- A więc chciałbyś wydać płytę solową?
Bohater skinął głową.
- Mam czas. Jedyna nagrywa swoją, więc ja też bym mógł. Może na fali popularności Supernowej...
- No właśnie. – Niecodzienny wycelował w niego palec wskazujący. – Priorytetem dla ciebie powinno być przygotowanie materiału na waszą kolejną wspólną płytę. I to musi być naprawdę dobry materiał, coś wyjątkowego. A to, co mi przedstawiłeś... Może, z niektórych z tych piosenek, dałoby się coś zrobić. Nie są jednak warte twojej i mojej uwagi w tym momencie.
- Ale...
- Rozumiem, że potrzebujesz czasu, żeby to przemyśleć.
Nie! Bohater potrzebował czasu, żeby ochłonąć. Dlaczego wciąż go tak traktowano?! A przecież Niezwykły nie zawsze miał rację. To on wymyślił, żeby wypuścić na rynek płytę zatytułowaną „Taneczna namiętność”. Krążek zawierał utwory z wcześniejszej płyty zmiksowane tak, by można było przy nich tańczyć w dyskotekach. Nie sprzedawał się dobrze, czemu Bohater się zresztą nie dziwił. To, co pisał, po prostu nie nadawało się do dyskotek, bo te nigdy nie stanowiły części jego muzycznego świata. Na dodatek, zarzucono zespołowi brak oryginalności. Także pochodzący z Zimnego Kraju chłopcy z Księżniczki zrobili coś takiego przed nimi. Im też to niewiele pomogło. Może sporo w życiu zarobili, ale dla masowego odbiorcy pozostali zespołem jednego przeboju.
- Ja naprawdę nie chcę zaniedbać Supernowej – powiedział cicho.
- No właśnie. – Niezwykły roześmiał się tak jakoś protekcjonalnie. – Tak trzymaj. I weź się za komponowanie tego, na co wszyscy czekamy.

Powrót do pierwszej strony
www.kejti.pl ... Nie zapomnij zajrzeć tu za miesiąc ...