Kejti's Factory - Opowiadanie




"Nie chcesz tego wiedzieć"

7. Przełom


Copyright ©   Kejti - Katarzyna Kwiecińska


Druh słuchał ze skupieniem nowej kompozycji przyjaciela prezentowanej mu jak zwykle w wersji roboczej, czyli zagranej i zaśpiewanej przez Bohatera przed nim w ich studiu. Wciąż, tak jak kiedyś, razem nagrywali wersje demo. Druh jednak niezbyt się już interesował przemysłem rozrywkowym. Znalazł normalną pracę. Był teraz bagażowym na lotnisku. Owszem, na początku żałował, że nie stał się częścią Supernowej, ale w sumie nie chciał żyć jak Bohater, wciąż się szarpać. Cieszył się, że teraz jego dni płyną spokojnie, według stałego planu. Czemu wciąż pracował w studiu z przyjacielem? Chyba sam tego jasno nie rozumiał, ale przyjaźń i muzyka wciąż były dla niego ważne.
- I jak?
Druh zamyślił się.
- Nie przypomina mi to zupełnie niczego, co do tej pory napisałeś.
Mina Bohatera zrzedła. Chciał przecież stworzyć przebój. Nie od razu uległ namową Niezwykłego Zręcznorękiego. Jeszcze próbował z nim dyskutować, a także wykładać swoje spojrzenie na sprawę na piśmie. W końcu jednak musiał skapitulować. Nikt nie czekał na jego trzecią solową płytę, ale faktycznie sporo osób czekało na drugą płytę Supernowej, na płytę, która musiała być naprawdę dobra i... nowoczesna.
- Ale... To jest niezłe – dokończył myśl Druh.
- Myślisz? – Oczy Bohatera znowu zajaśniały.
- Myślę. – Pokiwał głową. - Chcesz to dzisiaj nagrać? Masz na to pomysł?
- Nie. Jeszcze nie całkiem. Nagrajmy coś z tych wcześniejszych rzeczy.

Bohater starał się wejść do mieszkania Róży jak najciszej. Był środek nocy i ona zapewne już spała.
Zdjął buty. Na palcach przeszedł do salonu. Powinien się położyć, ale był pewny, że teraz nie zaśnie. Miał za sobą kilka ciężkich godzin.
Spotkał się w restauracji z przyjacielem. Podejrzewał, że atmosfera nie będzie do końca przyjemna. Miejscowy miał problemy. Jego małżeństwo sypało się. A sprawa nie była wcale prosta. Miejscowy zdążył zostać nie tylko mężem, ale i ojcem.
Bohater nie spodziewał się jednak, że wszystkie te problemy zostaną wylane wprost na niego. Bo przecież musiała być cała masa odpowiedniejszych ludzi, żeby wysłuchać Miejscowego i udzielić mu sensownej porady.
Bohater starał się jednak, jak mógł. Bo choć nie miał dużego doświadczenia w sprawach damsko-męskich, to jednak wiedział, co czują ludzie załamani, przygnieceni zbyt wieloma problemami. Mówił o tym, że trzeba podążać za swoimi ideałami i postępować w zgodzie z sumieniem. Że wierność jest ważna, ale nie za wszelką cenę. Mówił, że wszystko trzeba rozważyć i być cierpliwym. Że czasem problemy, które wydają się nierozwiązywalne, rozwiązują się same, jeśli tylko się trochę poczeka. To były banały, ale sam w nie wierzył. W jego życiu się sprawdzały.
Ale on miał szczęście. Nie mógł tego inaczej nazwać, kiedy pomyślał o Róży. Różnili się od siebie prawie wszystkim. Mieli inne upodobania, inaczej patrzyli na życie, a jednak o wszystkim umieli z sobą rozmawiać i nigdy zbyt intensywnie się nie spierali. Co on mógł wiedzieć o problemach? Nic. I zupełnie nie mógł pomóc Miejscowemu. A przecież to był taki miły facet. I jego żona też była miła. No i mieli córkę, słodkie maleństwo.
Sięgnął po gitarę i zaczął brzdąkać. Tak, to mógł zrobić. Przetworzyć wszystko w muzykę. Mógł stworzyć przestrogę, żeby nikt inny nie zapędził się tak daleko, jak Miejscowy, który teraz, mimo najszczerszych chęci Bohatera, tylko sam mógł sobie pomóc.
- A ty nie śpisz? – spytała Róża wchodząc do salonu. Ziewnęła. Musiała dopiero co wstać z łóżka. Miała na sobie koszulę nocną, a jej potargane włosy sterczały na boki.
Uniósł głowę i spojrzał na nią. Nawet w takim stanie była piękna.
- Napisałem piosenkę – oznajmił.

- Skoro już tu jesteśmy, musimy sobie strzelić fotkę – stwierdził Bohater zatrzymując się przed przejściem dla pieszych. – Przecież to tu Uderzeniowcy zrobili sobie zdjęcie na okładkę „Naszej ulicy”.
- Myślisz, że to było dokładnie to przejście? – spytała Jedyna sceptycznie.
- Nie wiem, czy to. Ale tam było ich studio. – Bohater wyciągnął przed siebie rękę. – Chociaż... – zawahał się. – Teraz dobrze nie pamiętam, ale pasy na tamtym zdjęciu wyglądały chyba trochę inaczej.
- To co, idziemy dalej?
Przyjechali do Miasta Mgieł, żeby spróbować pracy z zagranicznymi producentami i nagrać z nimi kilka piosenek. Liczyli, że macherzy z Ważnej Wyspy dodadzą ich utworom modniejszego brzmienia. To było właśnie to, czego według Bohatera im brakowało, żeby przebić się na zachodniej części Pierwszego Kontynentu z „Cudami namiętności”. Na płycie za bardzo było słychać, że pochodzi z prowincjonalnego, zapóźnionego kraju. Bohater znów próbował przekonać Jaśniejącego, żeby iść za modą i użyć automatu perkusyjnego. Nie udało się. Urobił za to Dzwoneczek, żeby zorganizowała im możliwość nagrywania za granicą.
A w wolnym czasie mogli jeszcze pozwiedzać miasto. Jedyną i Dzwoneczek interesowały głównie sklepy. Jego takie miejsca, jak to.
- Pasy mogli już sto razy przemalować. – Bohater jakby wcale nie usłyszał pytania Jedynej. Wyciągnął aparat i podał go Dzwoneczkowi. – Zrobisz nam zdjęcie?
- Pewnie.
- To idziemy. Jak Uderzeniowcy. Jedyna, ty przodem.
W czasach Momentu Chwały zrobił sobie z chłopcami z zespołu zdjęcia jak przechodzą przez pasy, jeden za drugim, jak Uderzeniowcy właśnie na pamiętnej okładce. Ale to było u nich w domu w Małym Portowym Mieście, a teraz był dokładnie tam, gdzie oni przed laty.

- Wyjątkowy będzie musiał trochę poleżeć w szpitalu – poinformował Bohatera Jaśniejący.
Wyjątkowy był współproducentem ich pierwszego krążka, zajmował się całą sprawą od strony technicznej. W Mieście Mgieł zarejestrowali tylko parę utworów. Jakoś wcale nie brzmiały lepiej, choć przecież powinny. Nad resztą materiału postanowili więc pracować z tą samą ekipą, co wcześniej. Przynajmniej już się znali.
- Złamał nogę, trochę czasu minie, zanim do nas wróci. On zaproponował, żebyśmy zatrudnili Zręcznego Głośnego. Koleś jest naprawdę dobry. A ty przecież go znasz.
- No właśnie. – Bohater potarł palcami brodę.
- Masz coś przeciwko?
Oczywiście, że mam! – chciał krzyknąć. To przez niego rozpadł się Moment Chwały! To przez niego znalazłem się na dnie! Jednak od chwili, kiedy ich drogi się rozeszły, minęło dużo czasu. Jego gniew ostygł. Był nawet w stanie zadać sobie pytanie – czy to przypadkiem nie ja jestem wszystkiemu winien? Może zaniedbywałem zespół? Może nie przyłożyłem się do realizacji naszej ostatniej wspólnej płyty?
- W sumie nie – powiedział z pewnym ociąganiem. – Nie wiem tylko, czy on nie będzie miał czegoś przeciwko.
Jaśniejący o nic nie zapytał. Czekał, co powie Bohater.
- Nie rozmawialiśmy z sobą od czterech lat. Ale... – Zagryzł wargi. – To ja złożę mu tą propozycję.

- Zręczny Głośny przy telefonie, słucham.
- Witaj. To ja, Bohater.
- Kto? – Zręczny był naprawdę zdziwiony.
- W WMFF powiedzieli mi, że jesteś teraz niezłym macherem od dźwięku. Polecali mi ciebie i pomyślałem, że mógłbyś zająć się produkcję naszej nowej płyty, Jedynej i mojej.
W słuchawce zapanowała cisza.
- Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko. Ja wiem, że rozstaliśmy się w gniewie, że ja...
- To było dawno. – Zręczny wszedł mu w słowo. – Udało ci się i w końcu znowu masz przebój – zmienił temat. - Chętnie przyłożę się do dalszej części tego sukcesu.
- Jeśli to oczywiście będzie sukces.
- Postaram się, żeby tak było. Sporo umiem.
- A jak w ogóle zostałeś producentem?
- Tak wyszło. – Zręczny roześmiał się. – Wyniosłem się do stolicy. Najpierw pracowałem w sklepie muzycznym. Poznałem poru ludzi, czegoś tam się nauczyłem, oni wkręcili mnie gdzie trzeba i tak poszło.
- Słyszałem, że teraz jesteś najlepszy.
- Jeśli tak mówią, to miło. – Zręczny znowu się śmiał. – A ty wciąż chcesz być idolem.
- Niczego innego nie umiem.

- Parę słów do kamery – poprosił Bohater. Rączna kamera była jego najnowszym zakupem. Jako wielki fan Uderzeniowców doskonale wiedział, że ci dokumentowali na taśmie tak pracę w studiu, jak i chwile wspólnego odpoczynku. Marzyło mu się, że on też będzie filmował dzieje Supernowej. A teraz było go na to stać. Był też w o tyle lepszej sytuacji, niż jego idole, że dzięki postępowi technologii, mógł nagrywać także dźwięk.
- Hym... – Jedyna miała wciąż jeszcze lekko przyśpieszony oddech. Przed chwilą wyginała się w tańcu ze Zręcznym. Czasem w studiu nie tylko pracowali, ale i dobrze się bawili. – No więc, na dobre zaczynamy pracę nad drugą płytą Supernowej. Mam nadzieje, że będzie tak fajnie, jak do tej pory. Albo fajniej. Że to będzie coś naprawdę wielkiego. Że pójdziemy jak burza.
- Dziękuję pani za wypowiedź.
Jedyna ułożyła wargi w uśmiech, jak zwykle lekko wysuwając do przodu dolną szczękę. Policzki oblał jej rumieniec. Wciąż jeszcze nie czuła się do końca swobodnie przed obiektywem, nawet jeśli to nie było nagranie dla telewizji.

- Nie, nie! – zaprotestował Bohater.
Jedyna urwała w pół dźwięku.
- Co ci się znowu nie podoba!? – Nie potrafiła stwierdzić, ile już razy jej przerwał. Stanowczo zbyt dużo. Miała dość.
- No... – zająknął się. To było najgorsze. Może wiedział, jak „Gotową na sukces” powinno się zaśpiewać, ale w żaden sposób nie potrafił tego przekazać.
- Było już wyżej i niżej, szybciej wolniej... – zaczynała się rozkręcać.
- Może powinnaś włożyć w to więcej serca – zaproponował Jaśniejący.
- A może obaj powinniście sobie stąd pójść, usiąść za konsolą i mi nie przeszkadzać! – Mówiąc to wyciągnęła rękę, by dobitnie pokazać im kierunek, w którym powinni się udać. – Dajcie mi to raz zaśpiewać do końca, a potem marudźcie!

- Co to było? – Bohater przerwał grającemu Wielorybowi.
Ten zamarł nad gitarą. Powoli uniósł głowę i spojrzał na Bohatera. Z tonu głosu tamtego nie mógł wyczytać, czy zrobił coś nie tak, czy też wręcz przeciwnie.
- A tak se brzdąkałem.
- Twoje uderzenie było niesamowite. Chce je mieć!
Wieloryb uśmiechnął się pod nosem. Rano, razem ze swoją dziewczyną, Niezwykłą, pracowali nad utworem, który miał się zaczynać właśnie od tego uderzenia. Wieloryb czasem coś komponował, tak, sam dla siebie. Zakładał, że może kiedyś, coś z tego wyjdzie, ale nie miał żadnych planów dotyczących swojej kariery. Dobrze mu było jako muzykowi sesyjnemu.
Przez moment zastanowił się, czy faktycznie chce oddać swoje otwarcie utworu, kompozycji Bohatera. Ale czy nie dlatego je zagrał?
- Wiesz, gdybyś mi nie przerywał, już byś miał – odpowiedział w końcu z uśmiechem.
- Słuchajcie, to dobrze brzmi, ale idea utworu była inna – zauważył Jaśniejący. – Takie otwarcie będzie gryzło się z klawiszami, które wchodzą potem.
- Zmienimy ideę – oznajmił Bohater pewnie, choć z reguły nie lubił, gdy ktoś chciał modyfikować brzmienie jego utworów.

Dzwoneczek zatrzymała samochód przy małej stacji benzynowej wyglądającej, jak wyjęta z filmów drogi. Malutki sklepik, obdrapane dystrybutory i budka telefoniczna. Droga, która biegła przez pustkowie, była idealnie prosta. Niczego nie musiała przecież omijać. Wiatr podrywał w górę kłęby kurzu, choć z nieba lał się żar. Na Wielkiej Wyspie wszystko wyglądało inaczej.
Dzwoneczek wysiadła z samochodu, odkrywając, że ma pewien problem z odklejeniem się od siedzenia. Zapewne też śmierdziała. Gorący wiatr uderzył ją w twarz, sypiąc piaskiem w oczy.
Telefon w budce na szczęście działał. Wykręciła numer dzwoniąc na drugi koniec świata. Może była na urlopie, ale chciała wiedzieć, co dzieje się z jej podopiecznymi.
- To ja, Jedyna Dzwon. Jak się masz Bohaterze?
- Gównianie.
Zszokowała ją jego odpowiedź. Choć przecież zdawała sobie sprawę, że był sfrustrowany. Wszyscy w WMFF uważali, że nowa płyta Supernowej była lepsza, niż pierwsza.
Sam Bohater twierdził, że „Spojrzenie” to najlepsza piosenka, jaką w życiu napisał. Faktycznie, był to utwór niezwykły, złożony z zapożyczeń z wielkich hitów, a mimo to niosący w sobie coś świeżego i bardzo oryginalnego. Rozpoczynał się fenomenalnym uderzeniem wymyślonym przez Wieloryba. Finalne nagranie powstało natomiast w czasie, gdy rozgryzali możliwości nowego sprzętu zakupionego przez Jaśniejącego i Zręcznego specjalnie dla Supernowej. Właściwie żaden z nich do końca nie wiedział, co robi, ale to, co wyszło, Bohater uznał za świetne, choć niektóre dźwięki trafiły do nagrania przez pomyłkę. Tym czasem, poza Zimnym Krajem, inny utwór został wybrany na pierwszy singiel.
- Co się stało?
- Nie sprzedaliśmy jeszcze żadnej płyty!
- Ale sprzedacie – powiedziała Dzwoneczek spokojnie. Już wiedziała, że wybrała sobie zły moment tak na urlop, jak i na ten telefon. Może powinna myśleć tylko o sobie i cieszyć się otaczającymi ją widokami. Teraz musiała pocieszać Bohatera. – U nas sprzedaliście ich już ponad trzysta tysięcy. Zobaczysz, za granicą też się na tym poznają.

Prószył drobny śnieg, kiedy dojechali pod motel, w którym mieli nocować. Duże Północne Miasto nie witało ich zbyt przychylnie. Wszystko w okuł, od wyleniałych trawników, poprzez budynki, aż po niebo, było szare. A oni mieli spędzić tu aż trzy dni. Byli w czasie trasy promocyjnej po kraju.
Bohatera na opuszczał jednak dobry nastrój. Wysiadł z furgonetki z włączoną kamerą. Filmował śnieg i technicznych wyładowujących sprzęt.
- Gdzie postawić piwo?
- Tam, w środku.
- A ile go w ogóle mamy? – zapytała Jedyna i mrucząc pod nosem zaczęła liczyć skrzynki. – Kiepsko – burknęła w końcu. – Wychodzi po pięć na głowę na dzień.

Jedyna w obcisłym, czarnym stroju z odsłoniętymi ramionami i brzuchem podeszła do Bohatera gnącego się w kolanach i zmagającego z czarną gitarą. Teatralnym gestem wyciągnęła rękę i położyła mu dłoń na ramieniu. Z widowni wyglądało to bardzo uwodzicielsko. Demoniczna kobieta wyszeptała coś do lekko zniewieściałego mężczyzny, w za luźnej czarnej koszuli w drobne trupie czaszki. On obdarzył ją płomiennym uśmiechem. Cała sala mogła być pewna, że pożądał jej tak samo, jak wszyscy inni mężczyźni i chłopcy zgromadzeni w hali. I miał u niej szansę, właśnie dzięki tej gitarze z przyczepionym z tyłu jedwabnym szalikiem. Jego palce wciąż rytmicznie uderzało w struny.
Za chwilę znowu miał przyskoczyć do mikrofonu. To była jedna z tych nielicznych piosenek, które on śpiewał, a do Jedynej należało tylko parę linijek w refrenie.
Cała scena zostałaby oceniona inaczej, gdyby ktokolwiek usłyszał, co do siebie powiedzieli.
- Fałszujesz do cholery – padło z ust Jedynej.
- Wiem – stwierdził Bohater.

- Jak nastroje po koncercie? – pytał Bohater obracając się wokół z kamerą.
- Świetnie – stwierdził Bochen potrząsając mokrymi od potu włosami.
Faktycznie, było dobrze. Podobali się ludziom. A popisy wirtuozerii Wieloryba połączone z perfekcyjnymi wokalnymi improwizacjami Jedynej robiły ogromne wrażenie.
- Gdzie moja mysza? – Jedyna rozglądała się w koło.
- Co?
- A jest. – Podniosła z ławki czarną perukę, przeczesała ją palcami i zaprezentowała do kamery. – Nazywam ją myszą – wyjaśniła. – Zakładam ją, kiedy śpiewam „Gotową na sukces”.

Był późny wieczór, kiedy w mieszkaniu Jedynej w Mieście na Wyspach zadzwonił telefon.
- Hej! To ja – oznajmił Bohater. – Wiesz, co się stało? – zapytał, ale nie dał jej czasu, żeby zgadła. – Mamy przebój w Mocarstwie Drugiego Kontynentu!
- Jak? – spytała Jedyna trochę nieprzytomnie.
- To niesamowita historia...
- My tam niczego nie wydaliśmy – wciąż nie myślała do końca jasno.
- No tak. Ale posłuchaj i nie przerywaj. Jak do mnie zadzwonili z WMFF też nie wierzyłem. – mówił szybko i głośno. Był bardzo podniecony. – Podobno jakiś student stamtąd, który przyjechał tutaj na wymianę, kupił naszą płytę. A jak wrócił do siebie, dał ją kolesiom z lokalnej radiostacji, żeby puścili. Wiesz, mieli jakiś blok, w którym można było zamawiać sobie utwory.
- To tak w ogóle można?
- Oj tam. Oficjalnie chyba nie. Ale tym kolesiom z radia spodobało się „Spojrzenie”. A potem spodobało się słuchaczom. Dzwonili i pisali, że chcą usłyszeć to jeszcze raz. Potem jeszcze inne radiostacje chciały mieć kopie tego i tak poszło.
- O rany.
- No właśnie.
- Nie wciskasz mi kitu?
- Co ty, ja? Teraz będziemy musieli wydać tam płytę. Możemy świętować.
- No to dziś pijemy!
- Szkoda tylko, że nie razem.
- Szkoda – zgodziła się Jedyna. Rano wrócili z podróży po Pierwszym Kontynencie. Znów występowali w programach telewizyjnych i na galach. Znów też wydawało im się to zupełnie bezsensowne. Po powrocie chcieli odpocząć, od siebie także. Dlatego Jedyna pojechała do swojego mieszkania w stolicy. Czasem lubiła być z dala od Bohatera. Tym razem jednak wybrała zły moment.

Bohater usiadł na krawędzi łóżka. Szumiało mu w głowie, tak od nadmiaru wypitego szampana, jak i od natłoku myśli.
- Pora się położyć. – Róża oplotła go ramionami w pasie. Pociągnęła w swoją stronę próbując w ten sposób zmusić, żeby jej posłuchał.
Wiedział, że miała rację, że powinien odpocząć. Północ minęła już dawno. Było jednak tyle rzeczy do przeanalizowania.
Kiedy zadzwonili do niego z WMFF i powiedzieli, że „Spojrzenie” zajęło pierwsze miejsce na ogólnokrajowej liście przebojów w Mocarstwie Drugiego Kontynentu po prostu nie uwierzył. Ale chwile potem zatelefonowała Jedyna. Śmiała się.
- Ty wiesz, nasza piosenka jest numerem jeden za oceanem!
- Myślisz, że naprawdę?
- Oczywiście, że naprawdę. Przecież ludzie z WMFF by nie żartowali. Nie tak. Idę z przyjaciółmi do restauracji to świętować. – Jedyna coraz więcej czasu spędzała w stolicy.
- No to ja też powinienem to opić.
- Oczywiście.
Róża szybko skombinowała szampana i zaprosiła znajomych. A telefon co i rusz dzwonił. Informacja o zagranicznym sukcesie rozchodziła się z prędkością błyskawicy.
A więc to wszystko zdarzyło się naprawdę – teraz jeszcze samego siebie musiał o tym przekonać. Odnieśli sukces, zrobili coś, co do tej pory udało się tylko dwóm zespołom z Zimnego Kraju, w tym oczywiście Rybką. A przecież nawet ludzie z WMFF nie wierzyli w tę piosenkę. Kudłaty Ciemny powiedział, że coś, w czym pierwszy głos należy do Bohater nie może zostać przebojem, że jest na to zbyt kiepski. Ale ten utwór został. Okazał się dobry nie tylko jako kompozytor, ale jako wokalista też mógł się komuś podobać.
- No choć, musisz trochę odpocząć. – Róża próbowała wciągnąć go pod kołdrę.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, bo telefon zadzwonił jeszcze raz.
- Bohater Tułacz, słucham – odebrał natychmiast.
- Musisz przylecieć jutro do Miasta na Wyspach – oznajmiła Dzwoneczek zapominając o powitaniu. – Trzeba zorganizować konferencje prasową.

- Powinniście teraz przeprowadzić się za granicę. Na Drugi Kontynent, albo chociaż na Ważną Wyspę – powiedział Potężny Światowy przyjmując ich w swoim biurze. W WMFF mówiono, że jest naprawdę dobry, że jak nikt zna się na swoim fachu. Dlatego wybrano go na menadżera Supernowej na Drugim Kontynencie. To był ważny i zupełnie obcy im rynek, którego nieco się bali. U siebie, po ostatnich sukcesach, nie musieli bać się już niczego. Nagle zrobili się gwiazdami międzynarodowego kalibru. Piosenka „Spojrzenie” w ciągu jednej nocy wspięła się na pierwsze miejsce list przebojów w dziewiętnastu krajach Pierwszego Kontynentu. Kiedy rozsyłano kolejnym przedstawicielstwom WMFF ich krążek zatytułowany „Bądźcie czujni!”, Bohater każdą paczkę opatrzył napisem: „Jeśli myślicie, że się wam nie spodoba, nie macie racji”. Znowu ożywał w nim pewny siebie gwiazdor. Jednak teraz, w Mocarstwie Drugiego Kontynentu, czuł się zagubiony i niepewny.
- Trzeba być tam, gdzie toczy się prawdziwe życie.
- O nie, nie – zaprotestowała Jedyna. – Nie zamierzam się nigdzie wyprowadzać.
Bohater nie musiał już nic mówić, skinął tylko głową, na znak, że się z nią zgadza. Jeszcze kilka lat wcześniej może by tę propozycje rozważył. Co go trzymało w Małym Portowym Mieście? Nie miał dzieci, ani nawet własnego mieszkania. Dziwnie jednak czułby się przestając być mieszkańcem Zimnego Kraju. Zresztą, postęp, jaki poczyniono w technikach nagraniowych, sprawił, że nie było o czym myśleć. Wystarczyło ściągnąć do swojego studia odpowiedni sprzęt i można było tworzyć rzeczy o takim samym brzmieniu, jak te zza oceanu.
- No, nie musicie podejmować decyzji od razu. Ja wam tylko dobrze radzę. Teraz moglibyśmy porozmawiać o kontrakcie.
- Wolelibyśmy go nie mieć – powiedział Bohater cicho. Tu już było o czym dyskutować. Chodziło przecież o pieniądze.
- Ależ to wykluczone – zaprotestował Potężny. – Może u was stosuje się takie dzikie praktyki, ale nie tu. Poza tym, czemu nie? Będziecie chcieli nagrywać dalej.
- Tak. - Jedyna nieśmiało kiwnęła głową.
- Właśnie. Po takim sukcesie nie można się od razu wycofywać. Nie musimy zresztą precyzować ile płyt jeszcze nagracie. Wystarczy, że zawrzemy w kontrakcie, że, jako wasz przedstawiciel, będę miał procent z kolejnych produkcji.
- Ale my potrzebujemy więcej wolności – powiedział Bohater. – Może znowu zaczniemy pracować nad solowymi projektami i niekoniecznie wszystko tak samo będziemy chcieli promować.
- Nie ma sprawy. – Potężny Światowy mimo aparycji boksera wydawał się miłym i elastycznym człowiekiem. Był świetny w stwarzaniu pozorów. W końcu na tym też polegała jego praca. – Możemy objąć kontraktem, też wasze solowe produkcje.
- Ale my nie musimy chcieć wydawać tych płyt poza Zimnym Krajem. A w ten sposób płacilibyśmy ci za coś, przy czym byś nie pracował.
- To mało rozsądne podejście. Kiedy już przebiliście się na arenie międzynarodowej, a nawet dotarliście tutaj, nie powinniście się ograniczać. Wydawanie czegoś tylko w Zimnym Kraju nie miałoby sensu.
- Mogłoby nam dać chwilę wytchnienia. Możliwość, żeby spojrzeć na wszystko z dystansem – wtrąciła Jedyna.
- W interesach nie ma miejsca na odpoczynek i nadmierne dumanie. Prawdziwe gwiazdy też się tego powinny nauczyć. Mówię wam to z dobrej woli.
- Naprawdę nie moglibyśmy umówić się na promocję tylko „Bądźcie czujni!”, gale, małą trasę koncertową? Przy następnej płycie, gdyby była następna, przedłużylibyśmy umowę. - Bohater doskonale wiedział, że dochody gwiazd przychodzą i odchodzą. Po tym, co przeszedł po rozpadzie Momentu Chwały, zamierzał pilnować swoich finansów i nie wypuścić z ręki ani jednej monety więcej, niż trzeba.
- To nie jest uczciwe. - Potężny Światowy lekko się oburzył. – Wymagacie ode mnie ciężkiej pracy, a nie obiecujecie niczego, co mogłoby mi gwarantować, że to się opłaci.

Bohater opadł ciężko na hotelowe łóżko i nagle się roześmiał.
Róża spojrzała na niego zdziwiona. Przed chwilą jeszcze wyglądał na zmęczonego i zdołowanego.
- Co się stało? – spytała.
Zabrał ją z sobą w podroż na Drugi Kontynent. Przecież to była prawdziwa okazja. Ona jeszcze nigdy tam nie była. Miał co prawda wrażenie, że Jedynej się to nie podobało. Wydawała się dziwnie spięta i cicha. Ale takie było życie. Choć może wcale nie o to jej chodziło. Może stresowała ją sama podróż i to, jak ich życie nagle stanęło na głowie. Marzyli o sukcesie, ale chyba nie spodziewali się, że może zrobić się wokół nich aż tyle szumu.
- Czy on sądzi, że jesteśmy naiwnymi nastolatkami?
Róża nic nie powiedziała. Tylko na niego patrzyła. Nie rozumiała w tej chwili jakimi ścieżkami wędrują myśli Bohatera.
- Jeśli chce kontraktu, damy mu kontrakt, taki, którego to on nie będzie chciał podpisać. Poradzę się Pierwszego, a on już coś wymyśli.

Dopóki byli w pobliżu ludzie pracujący dla WMFF nie rozmawiali o niczym ważnym.
- Chyba przesadziłeś przy pożegnaniu ze Światowym – powiedziała Jedyna, kiedy zostali we troje w hali odlotów, Bohater, Róża i ona. – A jeśli nie będzie chciał więcej z nami pracować?
- To chyba tylko lepiej dla nas – burknął Bohater. Przez cały czas ich promocyjnej trasy zachowywał się spokojnie i robił co mu kazano. Nie protestował, kiedy kazali im udawać, że śpiewają przy puszczonych nagraniach. Wydawało się, że informacja, że to norma w Mocarstwie Drugiego Kontynentu najzupełniej mu wystarczyła. – Światowy nas nie szanował, zależało mu tylko na kasie, którą mógł na nas zarobić.
- My też zarobiliśmy – zauważyła Jedyna.
- Nie mów, że lubisz udawać, że śpiewasz – rzucił oburzony.
- Nie.
W ogóle nie zwrócił uwagi na jej odpowiedź.
- Jesteś na to za dobra - ciągnął dalej podniesionym głosem. – A my oboje, nie jesteśmy zespołem jednego przeboju. Mamy tu już dwa hity. – „Gotowa na sukces” nie wspięła się tak wysoko na listach przebojów, jak „Spojrzenie”, ale wyraźnie zaznaczyła na nich swoją obecność. - I będziemy mieć więcej! Bo mało kto może być lepszy, niż my razem jesteśmy!
- Chyba trochę przesadzasz. – Jedyna uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła słuchać, kiedy Bohater przemawiał z taką pasją, ale jak zawsze, nie bardzo mu wierzyła.
- Wspaniale śpiewasz. Zwłaszcza na żywo. A ja mam całą masę pomysłów. I, może nie jestem super gitarzystą, ale gram naprawdę. Nie jesteśmy tylko dobrze wyglądającymi przebierańcami, jak ci z Lodów Waniliowych. – Niedawno świat obiegła plotka, że panowie uważani za wokalistów zespołu, pozują tylko do zdjęć i występują w filmach promocyjnych, gdy tymczasem śpiewa ktoś inny. - A przecież w efekcie tej pseudo trasy, do nich nas porównały gazety.
- Ale czemu nie protestowałeś wcześniej?
- Bo powiedzieli mi, że tutaj to norma. Skąd miałem wiedzieć, że nie.
Bohater faktycznie w to wierzył, aż do wielkiej radiowej gali, gdzie wystąpili ze Zwinną Kotką i Pięknym Błękitnym. A ten ostatni miał z sobą prawdziwy zespół grający na żywo. Teraz, kiedy Bohater myślał o ich pobycie w Mocarstwie Drugiego Kontynentu, jedynym jasnym punktem była sesja zdjęciowa z różowym Krążownikiem Szos, takim samym, jaki miały Pijane Gwiazdy.
- Poza tym – dodał już ciszej – jakby nie było, ludziom związanym z radiem nie można podpadać. W końcu to oni decydują, co poleci w eter. A Światowy... Niech ma nas dość. Jak nie będzie chciał z nami pracować, może WMFF da nam kogoś, kto zrozumie, jak wspaniałym produktem jesteśmy.
- Daj już spokój – poprosiła Jedyna. – Ludzie się na nas gapią.
- Gapią się, bo jesteśmy sławni. – Bohater roześmiał się. – Przecież nikt tu nie rozumie ani słowa w języku Zimnego Kraju.

- Hej, lubię waszą płytę! – krzyknął ktoś z balkonu, gdy szli ulicą Wolnego Miasta.
Poderwali głowy w górę i zobaczyli nie młodego już, długowłosego mężczyznę.
Ależ... To był sam Podwójny Małostkowy lider Łamaczy Serc!
Zaskoczona Jedyna wpatrywała się w niego, jak w jakiś cud.
Bohater też nie potrafił znaleźć słów, żeby odpowiedzieć. Bo przecież to był ktoś naprawdę wielki. W czasach Momentu Chwały grali w języku Zimnego Kraju jedną z jego piosenek. Wystarali się o zgodę. A potem dostali nawet krótki liścik, informujący, że ich interpretacja utworu jest naprawdę w porządku. Ten koleś był nie tylko wielki, ale i miły. Miał klasę. A teraz powiedział, że lubi ich nagrania, piosenki, które Bohater napisał i nawet niektóre zaśpiewał.
- My też lubimy twoje płyty – odkrzyknęła Dzwoneczek. Na szczęście była z nimi.

- I co powiesz? – Tym razem Róża trzymała kamerę. Razem z Jedyną siedziały w kawiarnianym ogródku.
- Bardzo podobają mi się podróże promocyjne – oznajmiła Jedyna. – Zwłaszcza do krajów, w których jest ciepło. Możne się opalać, choć... – Katem oka dostrzegła zbliżającego się ku nim Bohatera. – Niektórym panom to nie służy. Wyglądają potem jak zebra.
Róża uniosła lekko kamerę i sfilmowała Bohatera, którego szyja była teraz wyraźnie w czerwone i białe pasy.

- Bardzo się zmieniłaś – zauważył dziennikarz. – Wyglądasz bardziej drapieżnie.
Jedyna tylko się uśmiechnęła, nie była tak elokwentna, jak Bohater i zawsze ją to denerwowało. Nie było zresztą o czym mówić. Wszystko będzie widać na zdjęciach. Już dawno zaczęła farbować włosy na blond, ale teraz były prawie białe i bardzo krótko obcięte. W jej szafie zagościło też sporo skórzanych spodni i kurtek ozdabianych ćwiekami. Nie tylko jakością nagrań, ale też fryzurami i strojami oboje z Bohaterem próbowali naśladować muzyków z Ważnej Wyspy.
- Brakuje ci jeszcze tylko tatuażu. Czy już rozważałaś coś takiego?
- Nie. To musi bardzo boleć. – Kiedy już to powiedziała, uznała, że prawda brzmi dość kiepsko. Dodała więc. – Ale... Jeśli już będę o tym myśleć, to na pewno będzie coś małego. Kwiatek, albo coś takiego.

Jedyna odrzuciła na bok kryminał i sięgnęła po słuchawkę telefonu.
- Ale ja mam pecha – wyjęczała żaląc się siostrze.
- Co się stało? – Akuratna zawsze była gotowa jej wysłuchać.
- Jutro gramy pierwszy prawdziwy koncert za granicą, a mnie pokręciły korzonki. Bardziej niż kiedykolwiek. – Mówiąc to miała w oczach łzy. – Próbowałam czytać, żeby o tym zapomnieć. Ale nie mogę. Nie mogę też spać. I jeszcze mam problem z gardłem. Ja się do tego nie nadaję.
- Oczywiście, że się nadajesz. Każdy może się rozchorować. – W ustach siostry nawet największe banały brzmiały przekonywująco. – A na gardło najlepiej zaparz sobie rumianek.
Ktoś zapukał.
- Przepraszam – powiedziała Jedyna do słuchawki. – Zaraz do ciebie znowu zadzwonię. Ktoś czegoś ode mnie chce.
Rozłączyła się.
- Wejść! – krzyknęła schrypniętym głosem.
W drzwiach pokoju stanęła Miła, która śpiewała chórki. Z zatroskaną miną spojrzała na Jedyną leżącą na plecach na podłodze.
- Czy ty dasz radę jutro śpiewać?
- Tak – powiedziała Jedyna. – Ale wiele nie będzie się działo na scenie.
- Nie żartuj.
- Nie żartuję. Lekarstwa kiedyś muszą zacząć działać. – Po policzku Jedynej ciekły łzy bólu. Sięgnęła po papierosa i zapaliła go nie podnosząc głowy z podłogi. Nie wiedziała, czemu wróciła do palenia. To też w niczym nie pomagało, ale w obecnej chwili nie potrafiła się powstrzymać.

Bohater pochylał się nad gitarą. Stał z boku sceny, nieco z tyłu. Przymykał oczy i wypychał językiem dolną wargę, zupełnie tak samo, jak wtedy, gdy był chłopcem i tylko udawał, że gra na gitarze. Teraz też trochę udawał i taki też napis widniał na trzymanym przez niego plektronie: „Tylko udaje, że gram”. Kiedy dowiedział się, że można zamówić sobie kostki gitarowe z nadrukami, uznał, że to świetny pomysł. Mógłby mieć takie naprawdę swoje, dowcipne. W zamówionym przez niego napisie tkwiło jednak ziarno prawdy. Udawał, że jest potrzebny. Owszem, to on skomponował te wszystkie piosenki i nawet niektóre śpiewał. Przez większość czasu był jednak na scenie doskonale zbędny. Cała masa zespołów w ogóle nie miała gitary rytmicznej. On zresztą nie był dobrym gitarzystą. Widział po minie Wieloryba, że ten musi się męczyć, grając razem z nim.
To Jedyna błyszczała. On stał w jej cieniu.
Co ciekawe, ta dynamiczna, seksowna kobieta, ta ku której kierowały się spojrzenia widowni, odczuwała podobnie. Jej się wydawało, że to Bohater grał pierwsze skrzypce. W końcu, w czasie wszelkich bezsensownych konferencji prasowych i wywiadów to jego pytano o plany zespołu i o muzykę jako taką. Ją pytano o życie osobiste. Owszem, nie miała nic przeciwko mówieniu o swoim życiu, z umiarem oczywiście. Ale... Czasem miała ochotę wykrzyczeć, że nie jest tylko głupią lalą. Też zna się na muzyce. Może nawet lepiej, niż Bohater, który przecież nawet nie umie czytać nut.
Poza tym, jego szczerze bawiło podróżowanie i gadanie głupot, ona nie lubiła przebywać wśród sztucznie uśmiechniętych obcych, którzy poklepywali ją po plecach, ale tak naprawdę wcale nie chcieli jej poznać, a tylko na niej zarobić.
Każde z nich nosiło w sercu swoje własne żale, choć pozując do zdjęć i rozmawiając z przedstawicielami WMFF na kolejne kraje, niezmiennie się uśmiechali.
Jechali dalej i dalej. U stóp mieli całą północno-zachodnią część Pierwszego Kontynentu. A na Drugim, pewnie też widownia szalałaby na ich koncertach. Tam jednak się nie wybierali. Potężny Światowy faktycznie nie chciał podpisać kontraktu w wersji przygotowanej przez Pierwszego, a oni trochę bali się wyruszać za ocean zupełnie na wariata. Taka wyprawa sporo kosztowała, a gdyby jednak nie zebrali pełnych sal na koncertach, wyglądałoby to dość kiepsko i mogłoby im zaszkodzić. Wciąż byli tylko wschodzącymi gwiazdami.
Utwór się kończył. Sala wrzała. Kolejna piosenka była szybsza. Trzeba było pobiegać po scenie i trochę pomachać gitarą. Teoretycznie wszystko powinno pójść dobrze. Przed występami Bohater zawsze pilnował, żeby kable były na tyle dobrze przyklejone do podłoża, żeby nie dało się o nie potknąć, a krawędź sceny oznaczona, żeby nikt, a przede wszystkim on sam, z niej nie spadł. Mimo to, zdarzały mu się wpadki. Parę koncertów wcześniej przewrócił się i skręcił sobie nogę. Teraz...
Za mocno machnął gryfem gitary jednocześnie się pochylając. Trafił się sam w twarz. Poczuł paraliżujący ból. Zamroczyło go. Na moment zgubił rytm. Tylko na moment. Co by się nie wydarzyło, nie mógł przestać grać. Mimo wszystko był profesjonalistą, a w każdym razie chciał nim być.
Przejechał językiem po zębach i zrozumiał co się stało. Nie powinien się zamyślać. Zresztą Wieloryb powiedział mu kiedyś, że granie czysto jest ważniejsze, niż bieganie po scenie. Nie chciał wtedy przyzna mu racji. Teraz stracił spory kawałek górnej lewej dwójki.

- Jesteście parą? – To było najczęściej zadawane im pytanie poza Zimnym Krajem.
- Nie – odpowiadała Jedyna zimno. Dlaczego ludzie nie mogli myśleć o niczym innym? Dlaczego zajmowali się głupotami, zamiast muzyką jako taką?
Bohater wyszczerzył zęby. Wyglądały na nienaruszone, tak samo krzywe, jak przedtem. Dentysta zrobił dobrą robotę sztukując mu dwójkę. I zrobił to szybko, choć kamery i tak raz zdążyły zarejestrować go stojącego na scenie z niepełnym uzębieniem.
- Oczywiście, że nie. Jesteśmy przyjaciółmi. – Mówiąc to zakołysał się na boki. Wyglądał na zakłopotanego.
- Spędzamy z sobą tyle czasu w czasie nagrań i koncertów, że nie znieślibyśmy siebie jeszcze w domu na co dzień – dodała Jedyna wciąż poważnym głosem.

- Słuchaj stary! – Bohater był bardzo podniecony, kiedy zadzwonił do Miejscowego. – Ty, Jedyna i ja mamy kolejny numer jeden w Mocarstwie Drugiego Kontynentu! Drugi. Rozumiesz?
- O czym ty gadasz?
- „Spójrz w siebie” zostało przebojem za oceanem – sprecyzował Bohater.
- Ale co ja mam z tym wspólnego?
- No... – Bohater na chwilę się zaciął. – Pamiętasz jak się spotkaliśmy i gadaliśmy do późno? – powiedział powoli. – Dużo myślałem o tym wszystkim. No wiesz, co mi powiedziałeś i co ja ci powiedziałem. Napisałem potem piosenkę, w sumie... o tobie.
- Cieszę się, że moje problemy na coś się przydały. – Głos Miejscowy był zimny.
- Kurcze, ja... – Bohater poczuł, że źle zaczął rozmowę. – Przepraszam.
- Nie, spoko. Powiedziałem to szczerze. – Zapewnił go Miejscowy. Czas płynął. Może jego życie nie wyglądało tak, jak by chciał, ale było takie, jakie musiało być. Niczego nie żałował. – A wiesz, słyszałem tę piosenkę. Tylko, nie zastanawiałem się nad tekstem. Niezła jest, tylko głos Jedynej jakoś dziwnie tam brzmi.
- A tak – rzucił Bohater, poczuł się swobodniej – była przeziębiona, jak to nagrywaliśmy. Ale... Dzięki chrypce ten utwór nabrał mocy, jakiejś takiej prawdziwości. Dlatego nie próbowaliśmy już jej nagrywać innego dnia. I wychodzi, że podjęliśmy słuszną decyzję.

Bohater stał na krawędzi sceny zarzuciwszy Jedynej rękę na odsłonięte ramiona. Ona objęła go w pasie. Czuli zapach swojego potu, czuli z jakim wytężeniem pracują ich serca i płuca. Najważniejsze było jednak, że tłum wiwatował. Marzyli o sławie, ale nie sądzili nigdy, że osiągną aż tyle. Nawet jeśli miało to trwać tylko chwilę, teraz byli podziwiani. Codzienność bywała nieznośna. Nosili w sercach całą masę żali i kompleksów. Wiele rzeczy nie było tak, jak powinno. Kiedy jednak uszy wypełniała wrzawa tłumu, na moment o wszystkim zapominali. Czuli się najpotężniejszymi, najwspanialszymi ludźmi na całym świecie.
Ukłonili się nisko, a potem jeszcze raz pozdrowili tłum. Oboje się uśmiechali, a ich oczy błyszczały.
Odwrócili się. Nadszedł czas, żeby zejść ze sceny.
Jedyna wyciągnęła w stronę Bohatera rękę dłonią w górę. Klepnął w jej dłoń i w chwilę później nadstawił swoją, by ona mogła odpowiedzieć w ten sam sposób. Nie wiedzieli, kiedy zrobili to po raz pierwszy, ale teraz zawsze tak kończyli koncerty. I zawsze już tak mieli kończyć. Tak to czuli. Robili dobrą robotę. Byli partnerami, umieli z sobą współpracować, wspierać się i dzielić sławą.

Powrót do pierwszej strony
www.kejti.pl ... Nie zapomnij zajrzeć tu za miesiąc ...